furia1Niemcy, rok 1945. Amerykanie przybyli definitywnie zakończyć rządy Adolfa Hitlera w Europie. Wszędzie błoto, męski pot, krew i łzy. W lasach czają się Tygrysy, po niebie, niczym ptaki, szybują Messerchmitt’y. A na polu walki, niewzruszony niczym egipskie piramidy, stoi ON. Czołg bojowy Sherman, co zwie się Fury. 
 

 

Historia prosta, ale jaka bombowa!

W rolę Don’a, dowódcy załogi Furii, wciela się Brad Pitt. Jak zwykle męski i jak zwykle przystojny, mimo prawie 52 lat. Jak zwykle również sprawdził się świetnie. Gra twardego, doświadczonego żołnierza, nieznającego litości wobec wrogów, ale dbającego o swój zespół. Stąd też pewnie jego ksywka – Wardaddy. Jeden z członków ekipy ginie, a na jego miejsce dowództwo przysyła Normana, w tej roli Logan Lerman, młodziutkiego, religijnego chłopca, który nie chce zabijać. Po pewnym czasie zaczyna jednak rozumieć, że na wojnie jest to konieczność, a jego wahanie może sprowadzić śmierć na towarzyszy. Drużyna walczy dzielnie, ich czołg bez większych strat wykonuje jedną, drugą, trzecią misję. Trudno nie skojarzyć tej historii, z przygodami naszych rodzimych tankistów, w filmie Czterej pancerni i pies. Czy to dla mnie jakiś problem? Absolutnie nie. Jest mnóstwo strzelania, bitwy z udziałem czołgów, podbijanie miasta i mordowanie złych SS-manów. Jest także prawdziwa, męska przyjaźń, lojalność aż po grób, nienawiść, a nawet krztyna miłości. Mnóstwo dynamiki i dużo dobrej zabawy. Aktorzy mają stosunkowo proste i niezbyt wymagające zadanie, ale bardzo dobrze je realizują.

 

furia4

Czołgi wyposażone w lasery?

Dzięki temu filmowi, dowiedziałam się, że czołgi w czasie II wojny światowej, wyposażone były w broń laserową. Dobrzy żołnierze strzelali zielonymi wiązkami, a ci źli czerwonymi. Przecież to oczywiste, nie? Chyba jednak nie do końca. Realizatorzy trochę za bardzo przegięli z jakimiś zabiegami upiększającymi, tudzież efektami specjalnymi. Zdaję sobie sprawę, że spora część scen kręcona była w półmroku i jakoś musieliśmy zobaczyć z czyich luf wylatują pociski i w kogo one trafiają. Czy jednak nie dało się tego zrobić w inny sposób? Jakoś w innych tego typu produkcjach, dało się ten problem rozwiązać, nie czerpiąc wiadrami inspiracji z Gwiezdnych Wojen. Rezultat wyszedł momentami dość komiczny.

Co poza tym?

O walorach wizualnych czy akustyczno-dźwiękowych, trudno tu mówić. Jeżeli jakiś soundtrack był, to go nie zauważyłam. Plenery były raczej monotonne i niezbyt ładne, więc kamerzysta nie miał za bardzo pola do popisu. Jeżeli dotarliście do tej pory, a nie chcecie poznać fabuły, zapraszam do nas po obejrzeniu filmu, bo teraz będzie spoiler[SPOILER ALERT]. W finałowej scenie czołg Fury stanął sam, naprzeciw liczącej kilkaset osób wrogiej kompanii. Uszkodzony po poprzednich potyczkach, nie mógł się już przemieszczać, lecz jego wyposażenie bojowe działało zupełnie prawidłowo. Kiedy tylko Niemcy znaleźli się w zasięgu dział, nasi dzielni chłopcy zaczęli strzelać. Idea była szczytna – chcieli osłonić transport bezbronnych sanitariuszy i budowniczych. Wykonanie zadania też przebiegło prawidłowo, bo cel zrealizowali. Zdaję sobie sprawę, że wzięli Niemców z zaskoczenia. Dlatego spora grupa ludzi dała się na początku wystrzelać jak kaczki. Tylko czemu potem zupełnie nieosłonięci walili na czołg, z karabinami w dłoniach? Dlaczego się po prostu nie przeformowali i nie poszli dalej, zostawiając go hen daleko? I skoro dysponowali Panzerfaustem, to z jakiego powodu postanowili go użyć dopiero pod koniec potyczki? Strasznie dużo mam tych pytań, nie ma na nie niestety żadnej, sensownej odpowiedzi. Przez scenę finałową, jej treść oraz niedostateczne uzasadnienie logiki, film sporo traci.[KONIEC ALERTU]

 

furia2

 

Czy Furia warta jest zachodu?

Mimo swoich wad, jest to film który zdecydowanie warto obejrzeć. W trakcie projekcji, nawet przez sekundę się nie nudziłam. Z wielkim zainteresowaniem przyglądałam się bitwom z udziałem czołgów, relacjom budującym się pomiędzy bohaterami, ich heroicznej walce i zasługującemu na podziw poświęceniu. Wszak przed ostateczną bitwą dowódca pozwolił im ukryć się w lesie, gdzie z pewnością udało by im się przetrwać. Bohaterowie wiedzieli jednak, że życie pozbawionego honoru tchórza, który zostawia towarzysza na polu walki, jest niewiele warte i postanowili zginąć w słusznej sprawie. Nie oczekujcie od Furii zbyt wiele, przymknijcie oczy na jej niedociągnięcia i mankamenty, a na pewno nie uznacie czasu spędzonego z drużyną pod dowództwem Don’a aka Wardaddy, za stracony. 4g

~Zgaga

 

A Ty jak się bawiłeś Gamoniu?

furia3

Jak dawno. Po prostu lubię takie filmy. Krew, brud pot i łzy, ze szczyptą amerykańskiego patetyzmu. Solidna, niecukierkowa historia, zyskała we mnie wiernego fana. Wyróżniłaś Brada Pitta i Lermana, a tak naprawdę każdy z pięcioosobowej załogi na to zasługuje. Shia Le’bouf bardzo skutecznie walczy z łatkami, na które zapracował sobie w Transformersach, a wcześniej w Świecie nonsensów u Stevensów (pamięta jeszcze ktoś ten serial?). Lubię go oglądać na ekranie i podobają mi się dobierane przez niego role. Po występie w Nimfomance został tankistą, super. Jon Bernthal świetnie się sprawdził jako nie do końca zrównoważony psychicznie mechanik. Ale to, że dobrze mu wychodzą role psychopatów, wiemy już z pierwszego sezonu Walking Dead. Pena, jak dotąd, nigdy wcześniej mi się w oczy nie rzucił. Z Furii zapamiętam go na pewno. Wykreowane postaci – 10/10. Scena, w której załoga przez wizjer czołgu obserwuje pole bitwy, nad którym latają czerwono/zielone lasery, bezbłędnie przypomina bitwę na Hoth (Gwiezdne Wojny) i załogę At-at. I choć lasery same w sobie były przesadzone, to mnie się scena podobała. Nie mogę się z kolei z Tobą zgodzić w kwestii plenerów. Były świetne, miasteczko, w którym zatrzymali się na „popas”, pole na którym walczyli z Tygrysem, czy teren ostatecznego starcia, były idealne. Mroczne, soczyste i aż pachniały wojną. Wytknąć muszę jedynie przejście z dnia w noc, w trakcie ostatecznego starcia. W ciągu sekundy wieczorny półmrok, zamienił się w gęstą nieprzeniknioną noc, przesyconą dymem. Przesada. Dla mnie 4g

 

~Gamoń

Napisał Gamon