PrintPo przeczytaniu niektórych książek czujemy taki niedosyt, że szukamy więcej pozycji tego samego autora. W moim przypadku tak właśnie się stało, kiedy skończyłem czterotomową serię Hyperion-Endymion, Dana Simmonsa. Oryginalny pomysł autora na kosmiczną epopeję i zabawa samą ideą pisarzy wciągnął mnie tak mocno, że nie zdążyłem jeszcze odłożyć Triumfu Endymiona na półkę, a znałem już bibliografię autora niemal na pamięć. Najbardziej moją uwagę przykuł wówczas Drood. Simmons wplótł w ostatnie lata życia Charlesa Dickensa, opowiedzianą z perspektywy jego przyjaciela Wilkie Collinsa, nieprawdopodobną, mroczną historię. Postanowiłem, że przy pierwszej możliwej okazji sięgnę po Drooda. Jak pomyślałem, tak zrobiłem.

 

Egipscy bogowie opętują pisarzy

 

Wyobraźcie sobie, że w kanałach pod dziewiętnastowiecznym Londynem, istnieje całe społeczeństwo. Wyobraźcie sobie, że na jego czele stoi przerażający morderca, odpowiedzialny za śmierć setek, jeśli nie tysięcy istnień. Potomek egipskich kapłanów, mistrz mesmeryzmu, kultywujący stare rytuały, wodzący policję za nos. Pragnący wprowadzić własny ład i porządek. Po co komuś takiemu, pisarz pokroju Dickensa? Co ich łączy? Może Drood pragnie by ktoś spisał historię jego życia? Może zahipnotyzował autora by ten, w jego służbie dokonał potwornych czynów? A może egipski książę jest tylko owocem wybujałej fantazji starzejącego się pisarza? Albo to sam Dickens jest tak naprawdę Droodem. Jego przyjaciel, również słynny pisarz, ale i miłośnik opium przez blisko osiemset stron, aż do śmierci twórcy Opowieści Wigilijnej, próbuje rozwikłać tę zagadkę.

 

 

drood1

Oliver Twist jak dorósł przybrał nazwisko Drood

 

Drood to tak naprawdę fabularyzowana biografia słynnego pisarza, z którym każdy z nas gdzieś kiedyś musiał się zetknąć, wzbogacona o szczyptę fikcji. Mowa o Charlsie Dickensie autorze Olivera Twista, Opowieści wigilijnej i Davida Copperfielda. Posługując się prawdziwymi wydarzeniami, postaciami, datami i historiami Simmons wzbogaca znane nam fakty z ostatnich lat życia pisarza o sekret sprawiający, że włoski na rękach się elektryzują. Ostatnia niedokończona powieść Dickensa nosi tytuł Tajemnica Edwina Drooda. Wykorzystując właśnie tę nieukończoną książkę autor współczesnego Drooda, bawiąc konwencją zdradza nam tajemnicę samego Dickensa.

 

Fakty i mity

 

Simmons z niezwykłą łatwością bawi się prawdziwymi faktami z życia obu autorów. Miesza je z fikcją i sekretem Drooda do tego stopnia, że kilkukrotnie zdarzyło mi się szperać w internecie by sprawdzić jak wiele w opisywanych wydarzeniach jest prawdy. Autorowi udało się zaangażować mnie do tego stopnia, że dokładnie prześledziłem biografie i Collinsa i Dickensa oraz powziąłem mocne postanowienie by zapoznać się bliżej z ich dziełami. Szczególnie tego pierwszego, którego twórczości jako takiej nie znam. Ponownie w twórczości Simmonsa spotykamy motyw zabawy brytyjskimi wielkimi twórcami. Był już Keats teraz mamy kolejnych dwóch delikwentów. Muszę przyznać, że bardzo mi się ten literacki zabieg podoba. Trochę taka autorefleksja. Do zalet powieści zaliczyć należy realizm i dbałość o szczegóły. Sprawiają one, że gdybym od początku nie zakładał, iż mam do czynienia z fikcją, uwierzyłbym, że mam przed sobą prawdziwe wyznania Collinsa. Klimat, sposób w jaki autor wodzi czytelnika za nos i sugeruje pewne rozwiązania sprawia, że nawet po przeczytaniu całości nie jestem w stu procentach pewien jaka była książkowa prawda. Właśnie za to zmuszony jestem dołączyć Dana Simmonsa, do mojego osobistego panteonu mistrzów.

 

drood2

Słoik miodu i łyżka dziegciu

 

Książka ma jednak pewną, dość istotną wadę. Wydanie, które miałem przyjemność czytać, ma ponad osiemset stron, oprawione jest w twardą oprawę i ma wymiary dwukrotnie przekraczające standardowe książki leżące u mnie na półce. Patrząc tak na leżącą obok mnie cegłę, myślę że Drood zmieściłby w sobie spokojnie dwa tomy Gry o Tron, wydanej przez Voyager. Ma to oczywiście wpływ na wagę powieści, co niestety kłóci się z moim podejściem – posiadania zawsze jakiejś książki w plecaku i czytaniu, gdzie tylko się da. Ponieważ w owym plecaku nosiłem inne książki, a Drooda czytałem od czasu do czasu, głównie do poduszki, przebrnięcie przez księgę Simmonsa zajęło mi prawie osiem miesięcy. Uznaję to za rekord, tym bardziej, że książka była bardzo satysfakcjonująca.

 

4g

 

tylko dlatego, że jest to książka bardzo dobra, ale nie wybitna. Wciąga, buduje klimat, którego zgłębianie sprawia dużo frajdy. Po przeczytaniu pozostaje niedosyt, ale cały czas ma się wrażenie, że jest to pozycja o półkę lub dwie niżej od Hyperionu.

~Gamoń

Cegły

Nie czytałam jeszcze Drooda, ale recenzja Gamonia jest bardzo zachęcająca. Problemem faktycznie są gabaryty powieści. Niemożliwością jest noszenie jej w plecaku, czy zabieranie w dalszą podróż, a to faktycznie zmniejsza jej dostępność. Gamoń męczył się z nią prawie rok, ale cały czas powtarzał, że jest to jedna z najlepszych książek jakie czytał. Już wkrótce będę spędzała w domu trochę więcej czasu niż dotychczas, więc z pewnością po nią sięgnę.

~Zgaga

Napisał Gamon