Sztuczna inteligencja to motyw, który od lat rozpala wyobraźnię naukowców, pisarzy i filmowców. Dla jednych jest to zabawa w Boga, która powinna być odgórnie zakazana, dla innych cel, w kierunku którego powinna zmierzać ludzkość. Jak pięknie mógłby wyglądać przecież świat, gdybyśmy mogli poświęcić się jedynie rozrywce, wszystkie ważne, ale nużące rzeczy zlecając do wykonania robotom? A co by się stało, jeśli im nasza wizja nie przypadłaby do gustu? Taki właśnie temat podjęli twórcy filmu Ex Machina, o którym wspominaliśmy w naszych tegorocznych filmowych zapowiedziach, sprawdziliśmy jak się prezentuje się w praktyce.

 

Ona – Ava

Caleb, przeciętny programista w wielkiej korporacji, wygrywa w konkursie, w którym nie brał udziału. Nagrodą jest tygodniowy pobyt w posiadłości szefa, Nathana. Kiedy mężczyzna dociera na miejsce, przełożony proponuje mu udział w intrygującym eksperymencie. Okazuje się, że Nathan stworzył sztuczną inteligencję i potrzebuje osoby, która w obiektywny sposób sprawdzi jej działanie. Caleb, mimo początkowych wątpliwości, godzi się. W filmie Ona, sztuczna inteligencja, choć niematerialna, rozkochała w sobie głównego bohatera. Tutaj sytuacja poszła o krok dalej. Pierwsza, syntetyczna kobieta, o tradycyjnym, bo pochodzącym od pramatki rodzaju ludzkiego imieniu Ava, dysponuje już własnym ciałem. Na dodatek, całkiem atrakcyjnym, bo pożyczonym od aktorki Alicii Vikander. Jakże Caleb mógłby się jej oprzeć? Zwłaszcza, że eksperyment udał się lepiej, niż jego autor by sobie życzył…

1401x788-ExMachina_Alicia-Vikander

Stosunek emocjonalny

Jest elementem, który przynajmniej aktualnie odróżnia nas od maszyn. Przejdźmy zatem do uczuć, jakie wywołała we mnie Ex Machina. Z przyjemnością stwierdzam, że były one jak najbardziej pozytywne. Film od samego początku, do ostatnich minut jest interesujący i wciągający. Aktorzy w nim występujący radzą sobie bardzo dobrze, przekonywująco odgrywając swoje postaci. Film nie jest zbyt dynamiczny, brak tutaj akcji w stylu Mad Maxa, brak niesamowitych pomieszczeń w stylu Transcendencji, ale nie o to w nim chodziło. Dominującą rolę w Ex Machinie pełnią dialogi między bohaterami, a także efekty specjalne, które zostały przygotowane naprawdę profesjonalnie. Bez problemu byłam w stanie uwierzyć, że mam przed sobą nowoczesne roboty, przyodziane w ludzką skórę. Nie wiem jak tego dokonano, ale Ava i jej koleżanki, są idealnym odwzorowaniem mojego wyobrażenia o androidach. Wygląd, sposób poruszania się i kontaktowania ze światem – Japończycy, aktualni mistrzowie w dziedzinie robotyki, mogliby się z tego filmu uczyć. Alicia Vikander bardzo dobrze sprawdziła się w roli Avy, z chęcią obejrzę jak sobie radzi również w innych produkcjach. Muzyka, jeżeli w ogóle towarzyszyła akcji na ekranie, absolutnie nie została przeze mnie dostrzeżona. Nie odbieram tego jednak w kategoriach negatywnych, wydaje mi się że po prostu była ona tam zbędna. Tak naprawdę film ma tylko jeden, drobny mankament. Jest nim wizualne przedstawienie sposobu, w jaki Ava odwdzięcza się w finałowej scenie Nathanowi, za wszystko, co dla niej zrobił. Nie chcę Wam spoilerować, powiem tylko, że wyglądało to dość sztucznie i nienaturalnie.

exmachina3

Niedaleka przyszłość

Wizja przyszłości kreowana przez Alexa Garlanda w Ex Machinie, nie jest znowuż tak odległa, jak mogłoby się wydawać. Rok temu w Japonii, podczas trwania programu na żywo, humanoidalna robotka Kodomoroid, czytała najświeższe informacje ze świata, w wielu językach i co najciekawsze, bezpośrednio ze stron internetowych. Film skłonił mnie do refleksji na temat tego, co by się stało, gdyby sztuczna inteligencja na pewnym etapie stała się doskonalsza niż ludzka? Wszak nie podlegałaby ona procesowi starzenia, naturalnemu zużyciu, nie chorowałaby i nie odczuwała zmęczenia. Mogłaby się przez to bez przerwy rozwijać i dążyć do realizacji własnych pragnień. Wydaje mi się, że na pewnym etapie roboty zaserwowałyby nam rzeczywistość rodem z Terminatora i żaden amerykański gubernator nie byłby w stanie tu pomóc.

Dlatego, chociaż cieszę się z ciągłego postępu technicznego, to wolałabym żeby stworzenie idealnej, sztucznej inteligencji pozostało w sferze fantazji, gdyż lękam się buntu maszyn :D. Ex Machinę oceniam na 8g i polecam wszystkim miłośnikom gatunku science-fiction.

~Zgaga

ex_machina_oscar_isaac.0

Rozgrzewka przed Terminatorem

W takiej kategorii podszedłem do Ex Machiny. Nie do końca wiedziałem czego się po tym filmie spodziewać, a już na pewno nie spodziewałem się filmu, w którym pojawi się zaledwie 4 aktorów. Niczym Rzeź, całość akcji działa się w bardzo kameralnym gronie, ale przez to film tylko zyskiwał. Domhnall Gleeson, odtwórca głównej roli, zaliczył już kilka filmów, a ja za wyjątkiem jego występu w jednym z odcinków serialu Black Mirror (bardzo gorąco polecam), skutecznie się z nim mijałem. Nie widziałem ani Dredda, ani Franka, ani Niezłomnego, ale już niedługo ten bardzo charakterystyczny aktor pojawi się w nowych Gwiezdnych Wojnach, gdzie raczej go nie przeoczę. Zresztą drugi z głównych bohaterów grany przez Oscara Isaaca, również się w nich pojawi. W Ex Machinie jego rola mi się podobała, więc mam nadzieję, że po dotychczasowych doświadczeniach mnie nie zawiedzie. Film oceniam na

, było dobrze, ale nie wybitnie. Lubię podobne klimaty, dlatego właśnie oglądam sporo filmów należących do gatunku. Ex Machina za mało wniosła nowego i za mało w niej było tej atmosfery „dotykania” czegoś nieznanego, żeby stać się filmem kultowym. Nie oznacza to, że film był zły. Obejrzeć można i nie będzie to stracone 108 minut!

~Gamoń

Napisał Gamon
  • Barbara Kirszniok

    Zaskakujące, wciągające. Takie filmy chcę oglądać.