WP_20141230_002Włożyłem na głowę czarną fedorę, Zgaga założyła swoje trilby, niczym Johnny Fedora i Alice Bluebonnet z bajki Disneya. Tak przygotowani, zasiedliśmy do czytania książki Andrzeja Szynkiewicza Gniewne Lato. Powieść porwała nas w rozgrzane Wrocławskie uliczki 1938 roku, gdzie przyszło nam towarzyszyć detektywowi, w pocie czoła rozpracowującemu kolejne zagadki. Czający się za oknem chłód styczniowych wieczorów, przyjemnie kontrastował z upalnym klimatem panującym w książce. Gniewne Lato kryje w sobie zdecydowanie więcej, niż wysoką temperaturę!

 

Breslau od podszewki

Gniewne Lato to cztery, poukładane chronologicznie opowiadania, które łącza dwie rzeczy. Pierwszą jest osoba głównego bohatera, prywatnego detektywa Wilhelma Knocke. Nieprzebierającego w słowach i środkach kobieciarza, który poranki najchętniej zaczyna od schłodzonego piwa. Pozory mylą, a Wilhelm jest bystrzejszą i głębszą postacią, niż się może początkowo wydawać. Druga to Wrocław lat trzydziestych XX wieku, a właściwie Breslau. Miasto funkcjonowało przecież dawniej pod tą nazwą. Nie sposób pominąć pietyzmu, z jakim autor odwzorował topografię ówczesnej metropolii. Do Wrocławia mam daleko, ale tylko w zeszłym roku przesiedziałem tam cały tydzień. Dlatego z łatwością pod niemieckimi nazwami ulic i placów odnajdywałem te, które nie tak dawno temu nosiły moje stopy. Opowiadania nie są sztampowymi kryminałami – kogoś zamordowali i szukamy zabójcy. Zagadki nie zawsze wiążą się z trupami. Wszystkie wydarzenia dzieją się przecież w ciągu jednego lata, a ileż takich zabójstw mogłoby mieć miejsce? Ze względu na to autor rozsądnie proponuje, także innej natury „sprawy”.

 

WP_20141230_004

 

 

Lekcja historii i wciągających porównań

Bardzo lubię i cenię sobie, jeśli książka ma do zaoferowania coś więcej, poza ciekawą opowieścią i stanowi również naukę. Gniewne Lato to solidna lekcja historii, przede wszystkim garderoby tamtego okresu,przedmiotów, ale i zwyczajów wtedy panujących. Od samochodów, przez papierosy, po lokalne, zapomniane już dawno browary. Sprawdzony i poszerzony został też mój zasób słów. Przyznaję się bez bicia, że nie miałem pojęcia kim w ogóle jest fiakr, czy ober. A to nie jedyne, co z książki wyniosłem. Moje osobiste uznanie autor zyskał również kwiecistymi porównaniami. Mroczna, poważna książka, zyskuje dzięki nim rumieniec, często wywołując uśmiech. Pozwolę sobie przytoczyć kilka zapamiętanych: rzęsy długie jak wykałaczki, biurko wielkie jakby można było na nim jeździć rowerem, porównanie do galaretki ze zbyt małą ilością żelatyny czy rozmiar łazienki, skonfrontowany z podwórkiem, po którym bohater miał jeździć swoim dziecięcym rowerkiem. To tylko kilka, z masy podobnych perełek, które razem z opisami Wrocławia, żeńskich biustów i kryminalnych historii, tworzą klimat książki.

 

WP_20141230_006

 

 

Gniewne Lato pełne osobistości

Wiarygodność realiów powoływanych przez autora, podnoszą wykreowane przez niego postaci. Każdy napotkana osoba jest w jakiś sposób charakterystyczna. Gruba, piękna, spocona, łysa, brzydka, o wąskich oczach, wielkim nosie, silnym spojrzeniu, czy zwyczajnie wysoka – każda dysponuje rozpoznawalnym zespołem cech. W większości czytanych przeze mnie książek, za wyjątkiem pierwszoplanowych bohaterów, cała reszta opisywana jest raczej bezosobowo, albo tylko przy pomocy historii z nimi związanych. W Gniewnym Lecie nie ma no-name’ów. Początkowo nawet mnie to odrobinę zmęczyło, ponieważ każda napotkana przez Wilhelma Knocke niewiasta, była ujmującą pięknością. Ale na kogo innego miałby zwracać uwagę bohater? Przecież ja też dłużej zawieszam wzrok na atrakcyjnych kobietach. Z czasem, siłą rzeczy, na kartach książki pojawiły się i brzydsze kobiety. Wszystkie te elementy są tylko uzupełnieniem, ubarwiającym solidne historie.

 

WP_20141230_002

Strach ma wielkie oczy, a książka idealna nie jest

Bałem się trochę, że pojawiające się często opisy przemierzania miasta, wreszcie mnie znudzą. Myliłem się, autor w odpowiednich momentach oszczędza nam nadmiaru szczegółów. Jedynie pod koniec miałem już dość porównań, wyolbrzymiających powierzchnię lub rozmiar mebli i samochodów, ale to kosmetyka. Mankamentem jest też sposób zawiązywania się akcji opowiadań. Tradycyjnie bohater zbiera tropy i poszlaki, po czym niczym Poirot, układa sobie wszystko w głowie i przechodzi do kontrataku. Wszystko ok, nie potrafię tylko zrozumieć na jakiej podstawie Wilhlem wyciąga większość swoich wniosków. Szczególnie mocno odczułem to w pierwszym opowiadaniu. No, ale pewnie gdybym rozumiał, to sam zostałbym prywatnym detektywem. Detektyw Gamoń, pewnie miałbym rzeszę klientów :D.

Print

Czarna Fedora, wraca na swoje miejsce

Z niechęcią odkładam moją czarną fedorę na wieszak, z przyjemnością natomiast wystawiam Gniewnemu Latu4g Książkę mogę spokojnie polecić. Ciekaw też jestem czy będzie okazja poznać inne sprawy Wilhelma Knocke? Bohater ma potencjał, co więcej zbliża się druga wojna światowa. Jest ona tematem mocno wyświechtanym, ale chętnie przeczytałbym jak niezależny detektyw odnajduje się w tak ekstremalnej sytuacji.

~Gamoń

Pierwsze wrażenie

Podobnie jak Tobie, mnie również opowiadania z detektywem Knocke w roli głównej, początkowo przypadły do gustu. Podobał mi się szczególnie klimat przedwojennego Breslau, bardzo charakterystyczna postać głównego bohatera i kwieciste opisy okoliczności przyrody. Po pewnym czasie jednak, to co początkowo było zaletą, solidnie mnie zmęczyło. Autor grubo przesadzał z używaniem porównań, a po pewnym czasie skończyła mu się wena i zaczął je nawet duplikować. Druga sprawa, na którą zwróciłeś już wcześniej uwagę, to sposób dochodzenia Wilhelma do rozwiązania zagadek. W pierwszym opowiadaniu, mimo absolutnego braku wskazówek, zrozumiał o co chodzi, na drodze niemal boskiego oświecenia. Absolutnie żaden czytelnik nie miał szans, na zrobienie tego samego. W drugim opowiadaniu natomiast, mimo mnogości informacji, przyjmujących niemal formę płonących krzewów i rozstępujących się mórz, błądził niczym dziecko we mgle. Aż zaczęłam wątpić w jego wybitną inteligencję i zdolność dedukcji. Dalej było właściwie tak samo. Mimo wszystko przeniesienie się w czasy Wrocławia, z początków XX wieku i to tak udane i realistyczne, zasługuje na uwagę. Polecam, chociaż znam lepsze książki detektywistyczne.

6g

~Zgaga

Za możliwość zwiedzenia Breslau z Wilhelmem Knocke dziękujemy wydawnictwu Novae Res

Napisał Gamon