Udało nam się wygospodarować pierwszy od dawien dawna, stosunkowo wolny weekend. Za punkt honoru obraliśmy sobie wizytę w kinie, gdzie dawno już nasze stopy nie zawędrowały. Nie może przecież być tak, że lepiej orientujemy się w cenach paneli, kafelków i luksfer, niż nadchodzących premierach kinowych. Ku naszemu rozczarowaniu, na srebrnym ekranie panuje obecnie susza absolutna. Jedyny w zasadzie film, który wzbudza we mnie jakiekolwiek emocje to Batman vs Superman i to emocje na tyle skrajne, że jakoś nie mam motywacji na wycieczkę do pachnącego popcornem budynku, nie mówiąc już o wyciągnięciu na to widowisko Zgagi. Pośród krzykliwych plakatów Mowgliego, Kung fu Pandy 3 i Piątej Fali dostrzegliśmy jeden tytuł, który wyglądał na tyle abstrakcyjnie, że postanowiliśmy podjąć wyzwanie. Hardcore Henry – niskobudżetowy, pierwszy w historii kina film nakręcony w sposób imitujący widok z oczu postaci, w produkcję którego zaangażowani byli niemal wyłączanie Rosjanie,  od reżysera na wózkowym kończąc. Brzmi wystarczająco szalenie? No to zapraszamy!

plakat

90 minutowy teledysk

Bitting Elbows, tak nazwa się rosyjski zespół, którego wokalista wyreżyserował teledysk do utworu Bad Motherfucker. Chociaż samej piosenki słucha się nawet przyjemnie, to nie dzięki muzyce zyskał sobie popularność. To co przykuło uwagę widzów na całym świecie, to sposób nakręcenia klipu z perspektywy pierwszej osoby, okraszony brutalnymi scenami i efektowną, dynamiczną akcją. Kapitalnie zrealizowany pomysł, w którym przemycony został również zrąb jakiejś opowieści Zobaczcie zresztą sami:


Koncept zyskał na tyle duży rozgłos, że naturalną konsekwencją stało się powstanie pełnometrażowego filmu kręconego w ten sposób. Reżyser Hardcore Henry’ego to Ilya Naishuller, wspomniany przed chwilą wokalista Bitting Elbows. Człowiek o jak się okazuje wielu talentach i bogatej wyobraźni.

Rosyjski Tarantino

Sama koncepcja kręcenia, choć nowatorska, to nie mogła zapewnić wielkiego sukcesu. Co zatem jest takiego w Hardcore Henrym, że tak niszowy produkt trafił do szerokiej dystrybucji? Dynamizm? Sceny walki przypominające Johna Wicka? Elementy science-fiction? Mocno abstrakcyjna, groteskowa wręcz konwencja? Rzeźnia w iście tarantinowskim stylu? Chyba wszystkiego po trochu, a przede wszystkim to, że od pierwszych minut czuć, że mamy do czynienia z czymś dalekim od ekranowej codzienności. Bo na pewno nie chodzi o efekty specjalne i kostiumy, po których czasem widać ograniczony budżet. To co mnie urzekło, to te z wolna układające się puzzle, które stworzyły na koniec obraz fabuły. Owszem, można powiedzieć, że w tym filmie jej w zasadzie nie ma, jest tylko dużo biegania i mniej lub bardziej efektownego mordobicia. Ja jednak pokuszę się o daleko idące skojarzenie z Mad Maxem, który też swoją fabułę opowiada „w biegu” prezentując swój świat i jego zakamarki. Podobnie tutaj zaczynamy od budzącego się w podniebnym laboratorium cyborga, który próbuje uratować żonę i pojąć cokolwiek z otaczającej go rzeczywistości, a kończymy na… obejrzyjcie, to zobaczycie na czym kończymy 🙂 Nie spodziewajcie się jednak wzniosłego, ukrytego przesłania, to mimo wszystko tylko i aż dobry film akcji.

Co sądzić o głównym aktorze?

W niemal każdej recenzji przychodzi moment, w którym słów parę wypadałoby powiedzieć o odtwórcy głównej roli. No właśnie, tym razem będzie to co najmniej kłopotliwe, bo naszym tytułowym bohaterem, z oczu którego obserwujemy świat, jesteśmy można by rzec my sami. Reszta obsady to, poza Timem Rothem, którego na ekranie widzimy jedynie przez chwil kilka, mało znane twarze. Spośród tej masy efektownie umierających przeciwników i pięknych dziewczyn stanowiących elementy scenografii, na wyróżnienie zasługuje tylko Sharlto Copley, który zaprezentował, co najmniej kilka wcieleń. Byłem mocno zaskoczony, kiedy odkryłem, że na ekranie widziałem go już kilkukrotnie. Co gorsza, potrzebowałem filmweba, żeby uświadomić sobie, że to przecież Murdock z Drużyny A! Jeszcze lepszą niespodzianką okazała się najważniejsza żeńska bohaterka, która choć nie zaimponowała mi niczym szczególnym, to okazało się, że swoją hollywoodzką karierę zaczynała od jednego z ważniejszych filmów mojego dzieciństwa – Marley i Ja. Za Chiny jednak nie mogę sobie przypomnieć cóż tam robiła, a Wy?

faworyt rafała

Mój błędnik oszalał

Jako filmowy eksperyment Hardcore Henry jest swojego rodzaju majstersztykiem. Natomiast jako film, który miałby wyznaczyć nowy kierunek czy nurt, już absolutnie nie. 90 minut trzęsącej się dynamicznie kamery, która imitowała faktyczne ruchy głowy, przyprawiał o nudności i o ile z kina wyszedłem zadowolony, to resztę dnia spędziłem dochodząc do porozumienia z moim błędnikiem. Naturalnym skojarzeniem z tego typu ujęciami są gry FPS (First Person Shooter), z których twórcy ewidentnie zaczerpnęli nie jedno. Na ekranie komputera, w całkowicie sztucznie wygenerowanym środowisku, którym to my w jakimś stopniu kierujemy, sprawdza się to nieźle. Kiedy jednak mój mózg nie potrafi przewidzieć, w którą stronę skoczy za chwilę gwałtownie obraz, to zaczynam głupieć. Podobne odczucia i problemy generuje mocno lansowana ostatnio wirtualna rzeczywistość. Mam nadzieję, że wymyślono już sposób jak to obejść, bo inaczej będę musiał obejść się smakiem. Dobrze, że Hardcore Henry trwał tylko 90 minut, bo z każdą kolejną minutą zbliżała się dynamiczna wizyta w toalecie.

Hardcore-movie-image

Henryk Hardkorowiec

Dziwi mnie trochę, że nikt z naszych krajan nie zdecydował się przetłumaczyć tego tytułu na język polski. Skoro nawet ze Star Wars: Rogue One, zrobić można Łotra Jeden, to czemu nie tu? Dobra, dość uszczypliwości. Cieszę się bardzo, że film trafił do kina, było to bardzo odświeżające doświadczenie i choć wiadomo, że świata nie podbije, to rozrywka była przednia. Podobała mi się koncepcja i sposób w jaki została opowiedziana prosta, ale wystarczająca historia. Mam nadzieję, że jeszcze usłyszymy o wokaliście Bitting Elbows.

7g~Gamoń

Gdyby Tarantino żył w Rosji… to nakręciłby Hardcore Henry!

akanTotalna rzeźnia, ale okraszona grubą warstwą poczucia humoru i autodystansu, dodatkowo nakręcona w bardzo innowacyjny sposób. Bawiłam się przednio i chociaż wizyta w kinie skończyła się solidnym bólem głowy, uważam że było warto. Twórcom serdecznie gratuluję i uważam eksperyment za udany. Film na pewno pozostanie w mojej pamięci i nie zdziwiłabym się, gdyby można go było zobaczyć na tegorocznym festiwalu Camerimage. W końcu pod względem operatorskim to totalna nowość. Na pewno jednak odpuściłabym sobie oglądanie Hardcore Henry po raz drugi, bo niestety dynamiczny obraz za bardzo zmęczył mój mózg. Spośród aktorów, moim zdaniem na wyróżnienie zasługuje również fantastyczna charakteryzacja Danila Kozlovsky’ego. Specjalnie dużo to on się nie nagrał, ale świetnie wyglądał jako szalony arcy-wróg. Tak na totalnym marginesie, zastanawiam się co kieruje ludźmi, wybierającymi się wraz z dziećmi na taki film. Czy tak trudno przeczytać opis i dowiedzieć się, że dla młodzieży zdecydowanie się on nie nadaje? A tutaj rodzina, która była na seansie z nami, zdecydowała się opuścić salę dopiero podczas wizyty głównego bohatera w burdelu. Brawo! Podobnie jak dla gościa, który nagrywał komórką reklamy (serio nie ma ich na YouTube?) oraz tego który najpierw siedział na naszym miejscu jak przyszliśmy, potem przeniósł się kilka siedzeń dalej, kimał i słuchał muzyki przez słuchawki tak głośno, że cała sala razem z nim. Dobrze, że tylko podczas reklam. Nie przebił oczywiście faceta, który kiedyś jak byliśmy w kinie wyciągnął mały telewizorek i zaczął oglądać, ale jednak. No nic, wracając do tematu, oceniam na mocne

7g

~Zgaga

 

Napisał Gamon