PrintSezon wakacyjnych blockbusterów dobiegł końca, a my z niecierpliwością oczekujemy aż do kin trafią laureaci festiwalów tacy jak Love czy Młodość. Przedtem jednak postanowiliśmy zatrzymać się na chwilę przy czymś lżejszym, bajkowym. Po mocnym Małym Księciu, sprawdziliśmy W głowie się nie mieści, które urzekło nas swoim trailerem jeszcze w ubiegłym roku. Spodziewaliśmy się dowcipnej wersji Było sobie życie, zrealizowanej przez Pixara, który raczej nie zawodzi. A co dostaliśmy?

Oklaski w Cannes i 8/10 na Filmwebie

Film zapowiadany był szumnie, o czym świadczy sam zwiastun, który został opublikowany całe lata świetlne przed premierą filmu. Swoistą recenzją miały być huczne owacje zgotowane przez dziennikarzy po projekcji w Cannes. W naszym rodzimym internecie również przeczytać można zaskakująco dużo pozytywnych komentarzy. A skoro tak, to przecież tak wytrawni bajkożercy jak my, nie mogli sobie W głowie się nie mieści odpuścić. Swoją drogą, nie wiem jak Wam, ale mnie potwornie przeszkadza polskie tłumaczenie tytułu Inside Out. Niby ma to jakiś sens, ale coś mi cały czas zgrzyta. Bajka zaczyna się wraz z narodzinami głównej bohaterki, czyli Riley. Kiedy otwiera oczy, w jej głowie pojawiają się pierwsze emocje. I tak, z biegiem lat, za konsolą dowodzenia pojawiają się Radość, Smutek, Gniew, Strach i Odraza. To one odpowiadają za budowanie osobowości Riley i gromadzone przez nią wspomnienia. Z czasem fabuła przenosi nas do trudniejszego okresu w życiu bohaterki. Przeprowadzka do innego miasta sprawia, że do głosu częściej dochodzą inne uczucia niż królująca do tej pory Radość, a to z kolei doprowadzi do całego szeregu zdarzeń, które wstrząsną światem.

riley

W głowie się nie mieści, tyle żartów na raz

Pomysł wydawał się nam genialny, prosty i zabawny. W głowie każdego z nas znajdują się właśnie takie emocje, które dochodząc do głosu przy „konsoli” dowodzenia, sterują naszym życiem. Daje to możliwość stworzenia niezliczonej ilości gagów, które zresztą w filmie się pojawiają. I to takich, które usatysfakcjonują zarówno widza młodszego, jak i takich podstarzałych dziadków jak my. Niestety, pojawiają się za rzadko i to w większości pod sam koniec, sprawiając że większość filmu ciągnie się jak flaki z olejem. Mistrzostwem okazała się scena pod koniec W głowie się nie mieści, kiedy to na chwilę przenosimy się do głowy napotkanego chłopaka, albo już w napisach zaglądamy do głowy psa i kota. Reszta żartów w większości przypadków była zdecydowanie skierowana do innej kategorii wiekowej niż nasza, a szkoda, bo przecież można robić bajki takie jak Shrek!

inside

Może trzeba było wypić kawę przed?

Historię mamy podzieloną na dwie części, tę dziejącą się wewnątrz głowy dziewczynki i tę zewnętrzną. O ile ta druga faktycznie przykuwała uwagę, to cała epopeja związana z podróżą Radości i Smutku przez krainy znajdujące się wewnątrz głowy Riley była nudna. Ok, były momenty, czasem jakaś celna uwaga, na przykład ta, że większość ludzi nie odróżnia faktów od opinii. Natomiast po ochłonięciu z początkowego zachwytu nad filmem, Zgaga bardzo szybko zaczęła ziewać, a ja mościć się wygodniej na kanapie. To były pierwsze symptomy późniejszego znudzenia. Możliwe, że byliśmy zwyczajnie zmęczeni po ciężkim dniu, możliwe że to nie był dobry czas na oglądanie bajek, możliwe że na słońcu były wybuchy, a możliwe że W głowie się nie mieści  było zwyczajnie NUDNE.

A gdyby tak grafikom zabrać komputery?

Wychowałem się na starych bajkach Disneya i może dlatego te nowe animacje wizualnie mi zwyczajnie nie pasują. Już nawet nie pamiętam, który film był przełomowy, ale kolorystyka i sposób prezentowania postaci jest zwyczajnie brzydki. Dlatego bajki muszą teraz nadrabiać czymś innym. Gdzie się podziała ta kreska z Zakochanego Kundla, Króla Lwa, Wszystkie psy idą do nieba? Na chwilę wróciliśmy do tego przy okazji Księżniczki i Żaby. Teraz niestety mamy takie paskudztwa jak W głowie się nie mieści, które wpisuje się idealnie we współczesne, komputerowe animacje.

Gdyby cały film był równie atrakcyjny, co jego ostatnie dwie minuty plus sceny podczas napisów, to mielibyśmy hit. A tak, dostaliśmy przeciętniaka, dodatkowo z otwartym zakończeniem, które sugeruje, że powstaną kolejne części. My już ich oglądać nie będziemy.

4g

Za dobry pomysł, duży potencjał, ale kiepską realizację.

~Gamoń

Gamoń chyba znadinterpretował emocje, które początkowo wywołało we mnie W głowie się nie mieści. Nie powiedziałabym, że w mojej głowie do sterów doszedł Zachwyt. Raczej było to Przychylne Zainteresowanie. Potem uczucie to zostało niestety ostatecznie zdetronizowane przez Nudę. I tak było właściwie do ostatnich scen, w których na moment do władzy dorwało się Rozbawienie. Czy to wystarczyło, aby uratować w moich oczach ten film? Absolutnie nie! Z Małym Księciem, którego ostatnio widziałam, nie ma co Inside Out nawet porównywać. Dodatkowo, muszę się zgodzić z Gamoniem, że graficznie ta bajka jest po prostu kiepska. Wygląda jak sobowtór kolejnej pełnometrażówki przygód Dzwoneczka, a przecież W głowie się nie mieści stworzył Pixar! Szybko zniknie z mojej pamięci, wraz z innymi, niewartymi uwagi gniotami. Za oryginalny pomysł i obecność pana Bing Bonga, oceniam na

3g

~Zgaga

Napisał Zgaga