Ostatnio całym filmowym aspektem naszego życia zawładnęły Oscary i to pod ich dyktando oglądaliśmy filmy. Nadęte, napuszone jak Snajper, szalone i porywające niczym Whiplash, czy wręcz trudne do określenia w dwóch słowach jak Birdman. Przyznaję, że odrobinę się tym zmęczyłem i potrzebowałem jakiejś odskoczni, czegoś lekkiego, zabawnego, łamiącego konwencję. Jako taką odskocznię od tej masy przymiotników potraktowałem Kingsman, w reżyserii Matthew Vaugna. Popisy wymuskanych gentlemanów przyszło mi oglądać wyjątkowo bez Zgagi, w ramach pewnego wyjątkowego, męskiego dnia, związanego z liczbą 50. Starcie pokoleń miało miejsce zarówno na ekranie jak i po za nim. Ale o tym, może kiedy indziej.

kingsman5

 

Kingsman, czym zajmują się krawcy po godzinach?

Nieskazitelni gentlemani, niesamowite gadżety, tajne służby, do tego odpowiedni złoczyńca i z tej mikstury powstać powinien film szpiegowski, na miarę starych Bondów. Sęk w tym, że całość potraktowana jest z mocnym przymrużeniem oka. Wszystko jest przerysowane i jaskrawe do granic przyswajalności. Same sceny akcji to szczyt absurdu, który został osiągnięty w trakcie starcia w kościele. O ile można tu w ogóle mówić o starciu. Kwintesencją całego filmu jest ten trailer, tu wszystkiego jest ZA dużo i ZA bardzo:

Jednocześnie nie można odmówić Kingsman i jego autorom geniuszu. Tempo filmu, często nadawane przez muzykę, sprawia że nie można się od niego oderwać. Inteligentne, choć nie najwyższych lotów żarty i sytuacje, łagodzą trochę efekty specjalne. Całość ogląda sięznakomicie. Estetyka filmu też nie pozwala sobie niczego zarzucić. W ogóle odnoszę ostatnio wrażenie, że filmy szpiegowskie przeżywają renesans. Po bardzo dobrym Szpiegu (Tailor, Tinker, Soldier, Spy) i Skyfall, Kingsman przewietrza trochę atmosferę jednocześnie trzymając poziom. Mój apetyt na Spectre coraz bardziej rośnie.

kingsman4

 

To nie te droidy których szukacie

Zdecydowanie pierwsze skrzypce w filmie gra akcja i efekty, ale na wyróżnienie zasługuje też cała plejada aktorów. Teoretycznie na pierwszym planie rządzi Colin Firth i Taron Egerton, wspierani przez Michael Caina i Marka Stronga. Panowi świetnie budują klimat filmu i idealnie pasują do swoich ról. Caine i Firth to jedni z najbardziej brytyjskich gentlemanów spośród aktorów, jakich jestem sobie w stanie wyobrazić. Za wyjątkiem oczywiście dotychczasowych Bondów. Egerton z wypisanym na twarzy wiecznym niezadowoleniem, które przełamuje dopiero pod koniec filmu, perfekcyjnie zdaje egzamin jak nieprzystosowany, zbuntowany chłopak. Królem ekranu był jednak Samuel L. Jackson. Do tej pory byłem przekonany, że to Tarantino najbardziej nadwyręża biednego Samuela, co pokazał zarówno w Pulp Fiction, jak i później w Django. A jego środowiskiem naturalnym powinny być Gwiezdne Wojny i Szklana Pułapka. Reżyser Matthew Vaughn udowodnił mi jak bardzo się mylę. Psychopatyczny, sepleniący milioner, nonstop chodzący w czapce z daszkiem jest kapitalny. Wysoko ustawia poprzeczkę wszystkim tegorocznym filmowym antagonistom. Mimo to, nie on jest największym zaskoczeniem tego filmu. Jest nim inny upadły rycerz jedi Mark Hamill. Luke Skywalker się zestarzał, przytył ł i od mistrza dzieli go obecnie więcej niż Jar-Jar Binksa. Gdyby nie napisy końcowe nie wpadł bym nawet, że gra w Kingsman. Rolę ma niewielką, ale wybuchową, cóż nie wszyscy mogą się starzeć jak Sean Connery. Szkoda.

kingsman2

O jeden most za daleko

Mimo, że film potwornie mi się podobał i stanowił lek dla moich zmęczonych błyskiem Slenderman’a oczu, to przyznaję, że granica mojego dobrego smaku została kilka razy przekroczona. Zdecydowanie lepiej bym ten film wspominał i wyżej go ocenił, gdyby księżniczka Szwecji nie zaproponowała głównemu bohaterowi tego co zaproponowała, a eksplodujące głowy, nie przypominały reklamy Skittelsów. Tak, czy inaczej, w swojej klasie arcydzieło. Świetny, inteligentny pastisz, który pewnie wiele jeszcze w sobie skrywa. Kingsman to jak do tej pory najlepszy film jaki widziałem, w tym roku. Trzeba go obejrzeć 8g

~Gamoń

Gdzie kucharek 6, tam…

Cycków 12? Jakoś tak to szło. Chodzi o to, żeby nie wciskać się wszędzie na siłę, tylko po to żeby stale z kimś być. W ostatnim tygodniu dałam Gamoniowi, mimo wielu wątpliwości i uczucia niepokoju, w związku z brakiem kontroli nad sytuacją, dużo swobody. Najpierw poszedł na seans spirytualistyczny do naszego kolegi, w związku z czym następnego dnia przypominał kandydata do egzorcyzmów. Później, również w męskim, tym razem wielopokoleniowym, rodzinnym gronie, spędził ultra męski dzień. W obu tych wydarzeniach miałam możliwość, przynajmniej teoretycznie, uczestniczyć, niemniej zdecydowałam się postąpić zgodnie z maksymą „Jeżeli kogoś kochasz, pozwól mu odejść”. Film Kingsman  z przyjemnością obejrzę, choćby ze względu na występującego w nim, uroczego Colina Firth’a i zweryfikuję obiektywizm Gamonia. Nie znam chyba faceta, który nie uwielbia Bonda i nie ma fantazji seksualnych z sobą samym w roli szpiega, także jego osąd jest zapewne zaburzony.

~Zgaga

Napisał Gamon
  • Barbara Kirszniok

    Film cudowny, porywa od początku do końca, chce się więcej. Jak dla mnie 10/10.