Lekko ponad 3 tygodnie temu, premierę miała produkcja filmowa, która osiągnęła zupełnie nowy, nieznany dotąd poziom absurdalnej rozrywki. Kung Fury to fascynujący owoc kickstarterowej kampanii. Teraz ze zdziwieniem zastanawiam się, jak to możliwe, że jeszcze tydzień temu nie wiedziałem o istnieniu takiego projektu. Triceratops – policjant, uzbrojone w karabiny maszynowe Valkirie, hakowanie przeszłości i Hitler, chcący zostać mistrzem kung fu. A to wszystko wystylizowane na lata 80′. Szwedzi to dziwny naród :]

 

Hussel the hoff

Całkowicie pochłonięty Wiedźminem zupełnie przegapiłem zalewającą sieć masę postów i informacji związanych z Kung Fury. Dopiero teledysk promujący film, z Davidem Husselhofem w roli wokalisty, zwrócił moją uwagę. Z każdą sekundą moje oczy robiły się coraz większe, a banan na twarzy rósł wprost proporcjonalnie do czasu. Natychmiast postanowiłem sprawdzić, co się pod tym wszystkim kryje. Kung Fury zostało ufundowane na Kickstarterze, gdzie zgromadziło pokaźną sumę ponad 600tys. dolarów. Trwajacy 30 minut film, przepełniony akcją i absurdem, stworzyli Szwedzi, w swoim studio o pięknej nazwie LaserUnicorns. Co więcej, twórcy postanowili udostępnić swoje dzieło za darmo, wszystkimi dostępnymi kanałami. W efekcie, na samym tylko YouTube, w tydzień zaliczyli ponad 12 mln. wyświetleń. Zupełnie niezły wynik. W sieci zagotowało się od skrajnych opinii. Ludzie podzielili się na dwa obozy –  tych którzy absolutnie nie rozumieją co widzą, i tych którzy dostali skurczu szczęki od 30 minutowego uśmiechania się. Najlepiej sami sprawdźcie, do której grupy się zaliczacie, my musieliśmy zamówić masaż szczęki…

Przymierzając się do napisania tego tekstu odkryłem, że mam potworny problem z ubraniem w słowa tego, co działo się na ekranie. Bo to po prostu trzeba zobaczyć! Nie zrażajcie się konwencją filmu, tak jak Zgaga, którą musiałem namawiać by poświęciła ze mną te pół godziny na Kung Fury. No bo jak tu przekonać kogoś do obejrzenia współcześnie zrobionej komedii, osadzonej w latach 80, będącej hołdem dla ówczesnych filmów akcji? Dodatkowo przeładowanej absurdem, nawiązaniami do filmów i przede wszystkim gier? Opinie namawianej poznacie kilka linijek niżej, ważne że oboje zdecydowanie nie żałujemy. Tytułowy Kung Fury, to najlepszy glina w mieście, mistrz najpotężniejszej odmiany Kung fu, tak potężnej, że znać ją może tylko jeden wybraniec. Poznajemy go, kiedy walcząc ze zbuntowanym automatem do gier, niszczy sporą część Miami, przez co zarabia naganę od szefa. Sielankę psuje kilka chwil później telefon od Hitlera (Kung Fuhrer), który strzelając przez słuchawkę telefoniczną, zabija połowę komisariatu. Kung Fury nie może puścić tego płazem i postanawia cofnąć się w czasie, by wymazać zbrodniarza z kart historii. Dalej, to już zupełna jazda bez trzymanki.


460373536_1280

Kung Fury, Kung Furher?

Nasze obawy co do tej produkcji wiązały się przede wszystkim z tym, że to film w dużej mierze amatorski i efekty pozostawiać będą sporo do życzenia. Obawialiśmy się niesłusznie, bo efekty są kapitalne, a cała otoczka i wygląd filmu powala na kolana. 30 dynamicznych minut, nasyconych smaczkami. Klasyczne ujęcia, przetykane są kapitalnie zrobionymi scenami walk, które wyglądają jak żywcem wyjęte z pegazusa. Film doczekał się nawet stylizowanej gry – Kung Fury: Street Rage. Na steamie to cudo kosztuje całe 2$, więc pewnie jak tylko znajdę wolną chwilę, to zbadam sprawę dokładniej. Trudno wypowiadać się o aktorach, bo to zupełnie nie o nich tu chodziło. Trzeba jednak przyznać, że reżyser, scenarzysta i główny aktor w jednym – David Sandberg, zrobił kawał świetnej roboty. Co ciekawe, film trafił nawet do Cannes!! Niestety, zupełnie niesłusznie, nie otrzymał głównej nagrody w kategorii shortów. Nadal ma jeszcze szansę na Oscara!

maxresdefault

Sukces Kung Fury i bardzo ciepłe przyjęcie przez całą rzeszę ludzi, która zrozumiała konwencję, zaowocował zapowiedzią kontynuacji. Ja jestem zdecydowanie na tak!!! W ogóle jestem zachwycony, zarówno pomysłem, jak i wykonaniem. Gdybym nie był świeżo po obejrzeniu Mad Maxa powiedziałbym, że to najlepszy film jaki widziałem od Whiplash. Ale widziałem Mad Maxa, więc Kung Fury zajmuje zaszczytne, drugie miejsce 😀

Kung Fury

~Gamoń

Tank You Kung Fury!

Kung Fury to film niezwykły. Chociaż początkowo nie byłam  w stosunku do niego pozytywnie nastawiona, po jego obejrzeniu byłam zachwycona. Główny bohater filmu przypomina mi skrzyżowanie Maxa Payne’a z Karate Kidem, który w rytm muzyki pop z lat 80. walczy ze złem i występkiem. W świecie Kung Fury nie dziwi absolutnie nic – Triceratops pracujący jako glina, wielki, metalowy, złoty orzeł, broniący Hitlera, podstarzały Thor napinający mięśnie czy bandyta podrzucający do góry radiowóz, przy pomocy deskorolki. Wypowiedzi bohaterów są epickie i często nawiązują do innych tworów z wirtualnego świata. Jedynym problemem jest to, że dla osób nie znających angielskiego i oglądających film z napisami, mogą być one niezbyt śmieszne, bo jest sporo dwuznacznych, nieprzetłumaczalnych tekstów, jak „tank you” czy „I’m disarming you”. Efekty specjalne są fantastyczne – przerysowane, zrobione po kosztach, a jednocześnie przedstawione z odpowiednią powagą. Z chęcią jeszcze nie raz obejrzę ten cudowny twór, podobnie jak jego kolejne części.

Zzbn2

Ode mnie również Kung Fury

~Zgaga

Napisał Gamon