popcornLocke to dramat w reżyserii Stevena Knighta z 2013 roku. Jest to jednak film wyjątkowy, na tle setek innych. Występuje w nim tylko jeden aktor, na całość scenografii składa się samochód, którym jedzie, a reszta świata objawia się podczas rozmów, które nasz bohater prowadzi przez telefon. Czy taka produkcja ma w ogóle prawo się udać i nie zanudzić widzów na śmierć?

Quo Vadis Ivan?

Zdecydowanie, jeżeli gra w niej Tom Hardy, fantastyczny brytyjski aktor, którego od niedawna możemy oglądać w roli tytułowego Mad Maxa. Wróćmy jednak do naszego dzisiejszego tematu. Ivan Locke, brytyjski inżynier, jest prawdziwym szczęściarzem. Na początku swojej drogi ma kochającą żonę, ubóstwiających go, dorastających synów, a projekt jego życia ma zostać wkrótce sfinalizowany. Największa w cywilnej historii Europy wylewka betonu na fundamenty, przedsięwzięcie warte miliony funtów, ma się odbyć już jutro. A dowodzić nim miał właśnie Ivan Locke. Miał, gdyż wszystko zmienił telefon od pewnej kobiety – Bethan, którą z naszym bohaterem na jedną noc połączyła radość z sukcesu, samotność i butelka wina. Okazało się, że ta chwila zapomnienia ma swój owoc, który właśnie próbuje przedwcześnie (7 miesiąc) wydostać się na świat. Locke postanawia więc zrobić to, co uważa za słuszne. Wyrusza w podróż na drugi koniec kraju, aby być przy narodzinach swojego dziecka. Po drodze odbywa wiele kluczowych rozmów, przez które, na jej końcu, staje się zupełnie innym człowiekiem. Bez pracy, bez domu, bez rodziny, za to z ocalonymi resztkami szacunku do siebie samego.


locke2

Bez czego może obyć się film?

Jak widać film doskonale może sobie poradzić bez gigantycznego budżetu, który wyniósł mniej niż 2 miliony $, co przy 200 $ milionach wydanych na Avengersów jest niczym. Aktorzy w liczbie większej niż jeden, też są najwidoczniej zbędni, ale to akurat wiemy już przynajmniej od czasów Cast Away. O dziwo, muzyka, która chociażby w Whiplashu, grała pierwsze skrzypce, tutaj nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Ponoć nawet był jakiś soundtrack, w wykonaniu Dickona Hinchliffe, ale w ogóle nie zwróciłam na niego uwagi. Scenografia tutaj była również minimalistyczna, ograniczała się tylko do wnętrza samochodu, przeplatanego od czasu, do czasu widokiem autostrady. A zdjęcia? No cóż, jak najbardziej poprawne, ale zarówno operatorzy jak i montażyści, zbyt wielkiego pola do popisu nie mieli. A mimo wszystkich tych braków, film ogląda się bardzo dobrze.

Tom Hardy in Locke

Co więc kompensowało te braki?

W Locke kluczową rolę pełnią dialogi. Nie tyle sama ich treść, ale sposób w jaki są prowadzone, nadaje filmowi rytm. Skoro to one były najważniejsze, to czemu nie zdecydowano się na produkcję słuchowiska? Można przygotować je przecież zdecydowanie taniej, a w dodatku dużo szybciej niż film. Takie założenie jest błędne, bo równie istotne w tym filmie jak rozmowy, jest to, co Tom Hardy przekazuje nam między słowami. Widzimy narastające na jego twarzy napięcie, rozpacz, zmęczenie podróżą i lęk. O siebie, o swoją rodzinę, o rodzone przez właściwie obcą mu kobietę niemowlę. Patrząc na jego twarz, zaczynamy się z nim utożsamiać. Zastanawiamy się, co byśmy zrobili w jego sytuacji? Czy postępuje słusznie, czy raczej idiotycznie? Locke skłania również do refleksji na temat tego, czy zdrada zawsze jest zła? Mnie i Gamonia sprowokowała nawet do dyskusji. Tak na wszelki wypadek omawialiśmy problem, który na ten moment na szczęście nas nie dotyczy. Ale kto wie co przyniesie przyszłość? Czy zdrada jest winą tylko jednej strony? Czy można ją wybaczyć? Gamoń tak bardzo zaczął empatyzować z Ivanem, że zaczął mu nawet współczuć, ja zresztą też.

Locke1

Podsumowując, film nie jest przeładowany bodźcami, ale efektowny. Jego oglądanie nie dostarcza nam przyjemności, jest za to wartościowy. Polecam znaleźć czas i umieścić go w swoim terminarzu. Locke jest zdecydowanie „festiwalowy” a nie populistyczny, co jest w moich ustach największą pochwałą. Oceniam na tłustą

9g

~Zgaga

Co łączy LockeStar Trek, Peaky Blinders, Mad Maxa i Bronsona?

Bardzo się cieszę, że udało nam się ten film wyłuskać spośród trafiającej do kin masy. Locke równie dobrze mógłby zostać wystawiony na deskach teatru, co puszczony w kinie. Nie sztuką jest zainteresować widza mając wielomilionowe budżety, efekty specjalne i szereg znanych aktorów. To właśnie takie filmy jak Burried, Sleuth, czy właśnie Locke, które małym nakładem, dzięki świetnej grze aktorów i dobrze przemyślanych dialogach zdobywają serca widzów, zasługują na wyróżnienie. I powiedzmy sobie szczerze, ten film nie istniałby gdyby nie Tom Hardy, który świetnie zaprezentował się z zupełnie nieznanej mi strony. Aktor, którego poznałem dzięki roli Shinzona w pełnometrażowym Star Treku: Nemesis, który przez długi czas przewijał się gdzieś na drugim planie Oliver Twista, czy Sukcer Puncha, a wypłynął dopiero niesamowitą rolą Bronsona, coraz bardziej mnie do siebie przekonuje. Tym bardziej, że już za kilka chwil obejrzymy go ze Zgagą w kinie w Mad Maxie. Tutaj rzeczywiście perfekcyjnie gra na uczuciach widza, nie pozwalając mu się znudzić. A co do naszej ze Zgagą dyskusji, to nie chcę w żaden sposób bronić osoby dokonującej zdrady. Zastanawia mnie jednak, jak wątłe fundamenty ma taki związek, że przy trzęsieniu ziemi wali się całkowicie. Sprawiając, że druga strona nawet nie próbuje rozmawiać. Ale gdyby w tym przypadku wyglądało to inaczej, to nie byłoby filmu, nie byłoby dyskusji, a przecież wszystko to działo się w gniewie, ode mnie

7g

Bo mimo bardzo dobrze zrealizowanej koncepcji, nie był to film, o którym będę opowiadał dzieciom.

~Gamoń

Napisał Gamon