Czy widzieliście może Enter The Void, w reżyserii Gaspara Noe? Tak? To wyobraźcie sobie teraz ten sam film, w wersji porno. Nie? Jeśli macie wolne 160 minut swojego życia i chcecie obejrzeć coś czego nie zapomnicie nigdy, to zapraszamy. Tak właśnie wygląda Love, jeden z trzech filmów, które obejrzeliśmy na festiwalu krytyków sztuki filmowej Kamera Akcja. Miłość wzbudza skrajne emocje – jednych zachwyca, drugich szokuje, u innych wywołuje obrzydzenie – pewne jest tylko, że nikt nie pozostanie wobec niej obojętny.

Love w trójwymiarze

Film zaczyna się sceną namiętnej miłości między kochankami. Oboje są zupełnie nadzy, oboje niespiesznie próbują osiągnąć rozkosz. Wszystko to pokazane jest bezpośrednio i bez żadnych niedomówień. Mamy dobre zbliżenia na odpowiednie części ciała, ale mimo wszystko nie czułam się jakbym oglądała porno. Dlaczego? Pewnie przez bliskość, czułość i intymność panującą między partnerami, przez którą miałam odczucie, że zwyczajnie podglądam ich w sypialni. Love nakręcono w trójwymiarze, co dodatkowo pogłębiało we mnie to wrażenie. W filmie Gaspara Noe mamy do czynienia z seksem w każdej postaci. Jest seks w duecie, w trójkątach, w klubie dla swingersów, gdzie każdy z każdym. Miejsca również się zmieniają – łóżko, podłoga, klatka schodowa, impreza, łono przyrody. Bywa czasem dziki, a czasem delikatny. Jednak przy 20 scenie erotycznej seks jest już po prostu nudny. No, ileż czasu można patrzeć jak ktoś inny uprawia miłość? Może warto wprowadzić odrobinę fabuły? A fabuły, jak nie było, tak nie ma, od początku, do końca. Już więcej jej znajdziemy w Pamiętniku Czerwonego Pantofelka.

LOVE-Still-9--Gaspar-No

Gdzie jest Wolly?

Całą warstwę fabularną filmu bez problemu dałoby się opisać na jednej kartce papieru i to w formacie A5. Murphy i Electra żyją w szczęśliwym, wyzwolonym seksualnie związku. Chcąc zrealizować fantazję Electry, do łóżka biorą Omi – śliczną blondynkę, która dostarczy radości im obojgu. Po tym wydarzeniu, mężczyzna zostaje sam w domu na łikend. Odwiedza więc Omi i kocha się z nią – tym razem w duecie. Prezerwatywa pęka, Omi zachodzi w ciążę, a Electra nie chce wybaczyć Murphemu zdrady. Tjaa. Przyszli rodzicie postanawiają wspólnie wychować dziecko, a Murphy nie potrafi zapomnieć o utraconej miłości. Pogrąża się więc we wspomnieniach. Dość ciekawe jest to, że twórca postanowił poprowadzić historię w odwrotnym kierunku niż zazwyczaj – poznajemy ją od końca, do początku. Interesujące jest również to, że jesteśmy widzem wszystkowiedzącym. Wiemy nie tylko co nasz bohater robi i mówi, ale także co myśli.

maxresdefault (1)

Miłość bywa przyjemna

Miłość zmęczyła mnie okropnie, chociaż dostarczyła mi też trochę przyjemności. Po pierwsze wizualnej, bo zdjęcia wykonane były bardzo estetycznie. Po drugie, ścieżka dźwiękowa okazała się całkiem dobra – w końcu nieczęsto w kinie da się posłuchać Pink Floydów. Po trzecie, jako studentka seksuologii cieszę się, że ktoś zdecydował się zrobić film o fizycznej stronie bliskości – która jest równie ważna jak ta psychiczna. Love zawiera kilka gagów, które pomagają nam przetrwać stagnację. Zabawne jest chociażby to, że autor umieścił siebie samego w filmie. Noe – we własnej osobie – jest byłym facetem ukochanej naszego głównego bohatera. I teraz uważajcie – dziecko głównego bohatera, ma na imię… Gaspar! No, teraz możecie się już śmiać ;p. Gaspar Noe chciał zrobić film, który będzie pieśnią pochwalną na cześć seksu. I bezapelacyjnie mu się to udało. Tylko dlaczego rozwlekł swoje dzieło na 135 minut, a nie zamknął jego esencji w 80? Szczerze powiedziawszy to zaskakuje mnie, że Love ma tak pozytywną ocenę na filmwebie – bo według mnie ten film jest raczej kiepski. Biorąc jednak pod uwagę jego jasne strony oceniam go na

~Zgaga

Już wiem, po co wymyślono 3D

Mam z tym filmem duży problem. Z jednej strony dostrzegam i nawet doceniam pomysł i sposób jego realizacji. Spodziewałem się dużo gorszego efektu, a Love jest filmem… ładnym. Z drugiej, dawno już żaden pokaz mnie tak mocno nie zmęczył. Po godzinie miałem zwyczajnie dość i podobnie chyba jak cała sala zacząłem wiercić się niemiłosiernie w fotelu i to bynajmniej nie z powodu siedemdziesiątej ósmej sceny erotycznej. Zresztą na domiar złego, największą wadą tego filmu jest jego finał. Przez bite dwie godziny poznajemy zręby historii, okraszone niekończącymi się scenami miłosnymi, a na koniec nie dostajemy nawet ćwierć odpowiedzi na pytania, które zrodziła fabuła. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to nie o tą opowieść chodzi, ale i tak czuję się oszukany. XVM7ddbc3b2-1bec-11e5-b398-d350d7c71e31Nie rozumiem również po co na siłę wprowadzono do tego filmu efekt 3d. Jedyna scena, w której faktycznie ma ona znaczenie, jest jednocześnie tą najbardziej odpychającą. Nie będzie chyba specjalnym spoilerem jeśli powiem, że w życiu nie wpadłbym na to, że będąc w kinie odniosę wrażenie, że ktoś tryska mi spermą prost w twarz…. Zastanawia mnie też jak potoczą się dalsze losy aktorów pojawiających się w filmie. Nie mają już absolutnie nic do ukrycia i ciekawe czy będą w stanie kiedyś coś jeszcze pokazać. Gaspar Noe ląduje na mojej czarnej liście. Jedno jest rzeczywiście pewne, nie da się być wobec tego filmu obojętnym 2g

~Gamoń

Napisał Gamon