PrintPamiętacie sławetne dzieło Aleksandra Fredry „Baśń o Trzech Braciach i Królewnie *********”? Jeżeli nie, to polecam niezwłocznie zapoznać się z tą perełką, najlepiej w wykonaniu Daniela Olbrychskiego. Jak ostatnio miałam się szansę przekonać, powyższy pisarz czasów romantyzmu i współczesny nam K.G. Mielewczyk, nadają na podobnej, Lubieżnej Częstotliwości. Taki właśnie tytuł nosi najnowsza publikacja Mielewczyka, w której skład wchodzi 21 pieprznych historyjek.

 

Plusy dodatnie, plusy ujemne

Czytanie tego utworu, tudzież tworu, było dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem, chociaż szczerze powiedziawszy, nie dałam rady pochłonąć go od razu, w całości. Rozrywkę tego rodzaju trzeba sobie dawkować, aby się nią nie przejeść. Przedstawię Wam kilka moich spostrzeżeń, które dla jednych okażą się zaletą, a dla innych mankamentem tej publikacji:

1. Lubieżność. Chociaż autor lojalnie przed nią ostrzega na okładce książki, nie spodziewałam się aż takich dawek seksu, dewiacji i wulgarności. Cytować nie będę, ponieważ nie mamy blokady dla osób poniżej 18 lat na Gamonii.

 

2. Opowiadania bywają niesmaczne, ciężkostrawne i absurdalne, choć na swój unikalny sposób zabawne. Jestem w stanie uwierzyć, że dwóch łebków na obozie harcerskim podpiłowuje belki w latrynie, żeby dostarczyć sobie rozrywki. Trudno mnie jednak przekonać do tego, że babcia odnajduje wnuczka, którego nie widziała od lat, przez Facebooka, by potem razem z koleżanką opłacać jego erotyczne usługi. Co najmniej dziwne, nawet jak na nasz kraj. A to tylko wąski wycinek z historii na jakie można natrafić czytając Lubieżną Częstotliwości

lubieżna

 

3. Język. Nie ten z kubkami smakowymi, ale literacki. Autor w stosunkowo ciekawy sposób buduje zdania, stylizując je na czasy PRL-u. Używa przestawnego szyku zdań, sporej ilości rusycyzmów i miliona różnych określeń na intymne części ciała. Jest to całkiem w porządku, natomiast chwilami mam wrażenie że Mielewczyk popadł w przesadę. Ja rozumiem i pochwalam zabawy językiem. Chwilami jednak autor tak bardzo popłynął, że głęboko musiałam się zastanawiać, co właśnie przeczytałam i co to znaczy? Już Fredro pisał bardziej przystępnie.

 

4. Długość książki a właściwie jej grubość, ma tutaj pozytywny wydźwięk. Utwór ma tylko 134, czyli tyle ile potrzeba. Nie za dużo nie za mało. Większa ilość mogłaby być już po prostu przytłaczająca.

5. Przaśność. Książka jest przaśna, trochę w stylu Jakuba Wędrowycza, pod lupą pokazuje polskie buractwo i cebulozę. Może dlatego trochę mnie od siebie odrzucała ponieważ zmuszała do konfrontacji z niewygodną prawdą, o naszym społeczeństwie? Sama nie wiem.

 

Czy uczeń dorównał Mistrzowi?

Nie wiem czy było to w ogóle zamiarem Mielewczyka, ale jeżeli tak, to nie w pełni zrealizował swój cel. Nie powiem, że straciłam czas czytając tę książkę. Były momenty podczas, których moje oczy stawały w słup w wyniku głębokiego zdziwienia, parę razy się zaśmiałam, poczułam trochę klimat tamtych lat. Nie wrócę jednak do tej publikacji i nie zapoznam się raczej z innymi utworami autora. Za całość stawiam 6, bo było zdecydowanie inaczej niż zwykle.6g

~Zgaga

Rozrywka tak bardzo

Nie wiem czy jesteśmy ze Zgagą odpowiednią publiką dla tej książki, ponieważ oboje urodziliśmy się po przemianach ustrojowych w naszym kraju. Ja, w przeciwieństwie do mojej przedmówczyni, bawiłem się bardzo dobrze. Wiedzieliśmy na co się decydujemy i właśnie to dostaliśmy. Faktycznie, podane opowiadania w zbyt dużym stężeniu mogłyby się nie sprawdzić, ale czytane jedno, dwa dziennie działają bardzo odświeżająco. Ekwilibrystyczne konstrukcje zdań dodają całości uroku. Parę razy zdarzyło mi się wrócić wzrokiem do czytanego przed chwilą fragmentu, nie po to by upewnić się czy dobrze zrozumiałem, ale dlatego, że zdanie samo w sobie jest tak świetnie skonstruowane. Dla nas pojawiające się momentami rusycyzmy stanowiły ciekawostkę, pewien sprawdzian ze zdobytych nie tak dawno podstawowych umiejętności posługiwania się tym językiem. Podejrzewam jednak, że ludzie, którzy empirycznie przeszli przez poprzedni ustrój podejdą do tego inaczej. Nie wiem czy porównanie do Fredry jest trafione, ja już prędzej wywołałbym Topora i jego makabryczne opowiadania, dołożyłbym szczyptę Hłaski i poprawił Bukowskim. Albo lepiej nie, przyjmijmy, że Mielewczyk ze swoim groteskowym, choć niepokojąco prawdziwym spojrzeniem na rzeczywistość, to klasa sama w sobie. Sam autor twierdzi zresztą, że książka jest jedynie wynikiem obserwacji naszej twardej, czasami żałosnej i ckliwej rzeczywistości.

lubieżna1

Lubieżna to ile będzie Herzów?

Częstotliwość lubieżności wzrośnie?

Mam nadzieję, że autor ma w zanadrzu więcej takich historyjek, bo chętnie się jeszcze kiedyś podobnymi uraczę.4gDla mnie 7, choć polecam się najpierw mentalnie przygotować na to, co możemy odkryć po przewertowaniu kilku pierwszych stron. Harcerskie, studenckie, wiejskie i nie tylko życie potrafi zaskoczyć nietuzinkową historią i herbatą z rozporka!

~Gamoń

 

Wielkie dzięki dla wydawnictwa Novae Res, za możliwość odkrycia właściwej częstotliwości!

 

Napisał Gamon