IMG-20140710-00506Przy okazji recenzji Metro Last Light, wspomniałem trochę o grach na bazie książek. A co z książkami rozszerzającymi świat gry? Ostatnio sporo się takich pojawia. Mass Effect, Dragon Age, Assasins Creed, Diablo, Crysis, a nawet Total War: Rome, przenoszą się z ekranów komputerów, na strony powieści i opowiadań. Efekt jest bardzo różny, wydaje mi się, że sporo zależy od autora i jego pomysłu na historię. Jako że lubię obie formy rozrywki i jeśli miałbym między nimi wybierać, to byłby to bardzo ciężki orzech do zgryzienia, często sięgam po takie książkowe przedłużenia gier. Tak było w przypadku Diablo III, które wciągnęło mnie na tyle, że postanowiłem zapoznać się z całą serią, wydaną równolegle z grą. Czy to był dobry pomysł?

Mariaż różnych form rozrywki

Kinowe ekranizacje są na porządku dziennym, momentami wręcz ciężko znaleźć w repertuarze jakiś oryginalny scenariusz. Jeśli już się taki znajdzie i odniesie sukces, to niemal na pewno w krótkim czasie w księgarniach znajdziemy jakiś jego odpowiednik. O ile nie całą serię, jak w przypadku liczących już setki tomów Gwiezdnych Wojen. W przypadku gier, jest to jednak pewne novum. Pamiętam, że kiedyś już były takie próby. Światy Diablo II, Torment, Starcraft czy Baldur’s Gate, zostały poszerzone o książki. W moim odczuciu, skala zjawiska ostatnio się zwiększyła. Pierwsze podejście do takiej właśnie „growej” literatury, związane było z wymienionym wyżej Baldurem. Okazało się jednak być straszną porażką. Od tamtej pory podchodzę z dużą rezerwą do podobnych pomysłów. Często traktuję je jako trening językowy i kupuję wydania angielskie. Wtedy, nawet jeśli książka jest słaba, to czas poświęcony na przebrnięcie przez nią nie będzie do końca stracony. W taki sposób czytam serie Assassins Creed, Mass Effect i Dragon Age. Problem z tą pierwszą jest jeszcze taki, że powieści są dokładnym opisem tego co znaleźć możemy w grze. Zawsze mam dylemat, w jakiej kolejności mam się za to zabrać? Czy najpierw przeczytać czy zagrać? Tym bardziej, że nie jest to literatura najwyższych lotów i Brotherhood, wylądował już z tego powodu na półce niedoczytany do końca. Mass Effect z kolei stanowi uzupełnienie i rozwinięcie historii opowiedzianej w grze, ponadto częściowo pisany jest przez głównego scenarzystę, co dodatkowo dodaje klimatu. Zdecydowanie lepiej mi się czyta opowieść, kiedy nie znam jej dalszego ciągu.

IMG-20140710-00508

Pozycje Diabolo

 

Przejdźmy jednak do świata stworzonego przez Blizzard. Do tej pory przeczytałem cztery książki, promujące najnowszą odsłonę Diablo. Nawałnica Światła; Gdy zapada ciemność, rodzą się bohaterowie; Zakon; Archiwum Księga I. Co ciekawe, każda jest w jakiś sposób inna. Czytałem je w kolejności wydawania, zatem na pierwszy ogień idzie zbiór opowiadań Gdy zapada ciemność, rodzą się bohaterowie. Książka zawiera kilka krótkich historii, przedstawiających nam podstawowe klasy postaci w grze, osadzając je w świecie Sanktuarium. Opowiadania znane były przed premierą Diablo III i sugerując się nimi, można było dokonać pierwszego ważnego wyboru w rozgrywce. Różni autorzy, różnie podeszli do sprawy, dlatego ciężko ocenić książkę jako całość. Trafiły się perełki, jak w przypadku Szamana, ale z drugiej strony, historia Nocnego Łowcy nie przekonała mnie do siebie zupełnie. A i tak to od tej postaci zacząłem swoją przygodę. Takie czytadło dla graczy, nic specjalnego.

IMG-20140710-00511

Następne było Archiwum Księga I. W zasadzie są to dwie książki w jednej. Dwie historie ze świata Diablo, liczące ponad 300 stron, wtłoczone do jednego wydania. Opowieści dzieją się po prostu w świecie Sanktuarium, w stopniu minimalnym wiążąc się z wątkiem podejmowanym przez grę. I znowu, dwóch różnych autorów i dwie różne oceny. W pierwszym przypadku mamy ciekawy motyw, który moim zdaniem został bardzo średnio rozpisany. Richard A. Kanaak nie porwał mnie w żaden sposób. Można by to samo opowiedzieć w 200 stron, a tak ledwo dotrwałem do końca. Drugie opowiadanie napisane przez Mela Odoma, który o ile się nie mylę, zawodowo poszerza takie światy, było znacznie lepsze. Autor pisał również książki z serii Forgotten Realms czy Shadowrun. Czytało się z przyjemnością i czuło się klimat Diablo. Bohaterowie wydawali się wiarygodniejsi, a motyw związany z demonem ciekawszy. Polecam zatem zacząć książkę od 315 strony.

IMG-20140710-00512

Zakon jest już ściśle związany z fabułą gry. Poznajemy wcześniejsze losy dobrze znanych nam bohaterów. Jest to pewnego rodzaju Prolog. Deckard Cain i Lea, pierwszy raz wspólnie stawiają czoła demonom. Lea w grze często wspomina spokojne czasy, kiedy podróżowała z wujkiem. Okazuje się, że wcale nie były takie spokojne. Mimo, że dodaje to książce uroku, to jednak nie ratuje jej. Jest po prostu przeciętna. Polecić mogę jedynie fanom serii, którzy chcą lepiej poznać tło świata.

IMG-20140710-00510

Na koniec Nawałnica światła. Napisany przez autora Zakonu łącznik między podstawką Diablo III, a dodatkiem Reaper of Souls. Czyta się lepiej niż poprzedniczkę, choć możliwe, że mój odbiór był odrobinę zaburzony ze względu na emocje związane z premierą dodatku. Historia przedstawia nam zdarzenia mające miejsce od czasu pokonania Diablo. Maltael wykonuje swoje pierwsze ruchy mające na celu zagładę ludzkości. Całkiem przyzwoita książka, a na jej korzyść przemawia dodatkowo możliwość lepszego poznania Tyraela i kolejnego fragmentu historii nefalemów.

IMG-20140710-00509

Jakie wnioski?

 

Seria Diablo stanowi jedynie przedłużenie gry. A szkoda. Z pewnością jest to gratka dla fanów i czytanie nie będzie dla nich udręką. Dla mnie nie było, choć kilka razy miałem chwilę zwątpienia. Przypadkowy czytelnik raczej zachwycony nie będzie, a po przeczytaniu nie skieruje swoich kroków w stronę gry. Także nie mogę książek polecić jako wprowadzenia do świata Diablo. Zdecydowanie najpierw trzeba w którąś część zagrać, a dopiero potem brać się za czytanie. Co prawda, wypada zdecydowanie lepiej jako seria, niż Assassins Creed, ale już słabiej niż literatura pisana pod gry Bioware. Z racji tego, że krążą słuchy o możliwości pojawienia się w przyszłości jeszcze jednego dodatku do trójki, ciekawy jestem czy pojawią się również kolejne książki. W sumie czemu nie, zawsze będzie co zabrać ze sobą do pociągu, albo samolotu. Całość spokojnie można nazwać męskimi harlekinami stanowiącymi wypełniacz czasu między lepszymi pozycjami. Wystawiam 5g

~Gamoń

Nie znam, nie oceniam

Żadnej z tych książek nie czytałam i po zapoznaniu się z opinią Gamonia, który ma dobry gust, nie czuję się zachęcona. Jest wiele, znacznie bardziej interesujących pozycji, które tylko czekają na wolną chwilę. Chociażby jakieś nowinki autorstwa jednego z moich ulubionych pisarzy, Stephena Kinga. Szkoda tracić czas na średniaki skoro istnieje tyle wybitnych książek, że życia na nie nie stracza.

~Zgaga

Napisał Gamon