popcornObejrzeliśmy ze Zgagą film. Niesamowite prawda? Był on o tyle wyjątkowy, że stanowił adaptację powieści historycznej Noah Gordona. W polskiej wersji językowej ekranizacja nosi ten sam tytuł co książka,Medicus. Przy okazji wywiązała się nam ciekawa dyskusja. Dlaczego? Otóż ja książkę czytałem już jakiś czas temu. Czytałem to zresztą mało powiedziane, wchłonąłem cały cykl traktujący o niezwykłym rodzie uzdolnionych adeptów medycyny. Z drugiej strony Zgaga z Cole’ami zetknęła się po raz pierwszy. Jak w tym przypadku wypadła ekranizacja powieści? Czy odwieczny konflikt książka czy film został rozstrzygnięty?

medicus4

Cyrulik, Żyd i bohater.

Zarówno książka jak i film opowiadają historię chłopca, który tracąc matkę odkrywa niezwykły dar. Czując się bezsilny wobec choroby, która zabrała mu rodzicielkę, a która okazuje się być wyrostkiem robaczkowym, postanawia zostać medykiem. Dalej oglądamy jak młodzieniec dorasta, uczy się, aż wreszcie jak jego głód wiedzy i chęć rozwoju zmuszają go do opuszczenia Londynu. Wyrusza aż do dalekiej Arabii, gdzie zostaje uczniem wielkiego Hakima Ibn Sina Awicenny. Obserwujemy różne kultury i przede wszystkim różne religie, ich podejście do spraw życia i śmierci. Nie brakuje wątku romantycznego, męskiej przyjaźni i dramatu. Wszystko to sprawiło, że tak jak szalenie przyjemnie czytało się książkę, tak przyjemnie ogląda się film. Choć ilość wykorzystanych wątków, ledwo daje się ze sobą powiązać w całość i doprowadzić do końca. Kilka świetnych fragmentów książki zostało upchniętych na siłę. Można było z części zrezygnować, eksponując inne. Tu mam na myśli chociażby obrzezanie głównego bohatera. Wspomnieć trzeba również o aktorach. Tom Payne, Emma Rigby czy Oliver Martinez, to nie są twarze z pierwszych stron gazet. Mimo to, stosunkowo dobrze poradzili sobie z odegraniem niezbyt wymagających postaci. Towarzyszyli im mistrzowie drugiego planu, Ben Kingsley i Stellan Skarsgard, których imponujące kariery zwiększyły wiarygodność bardziej skomplikowanych postaci.

med`

Adaptacja amerykańską ma twarz.

Zanim wydam jakikolwiek werdykt, to muszę nadmienić, że film jest europejski, a żeby być jeszcze bardziej precyzyjnym, to niemiecki. Mimo pewnej obawy czy uda się tak olbrzymią produkcję zrealizować na przyzwoitym poziomie, do sprawy podszedłem optymistycznie. I nie rozczarowałem się. Historia opowiedziana jest w iście hollywoodzkim stylu, reżyser całymi garściami czerpał od amerykańskich mistrzów filmów przygodowych. Tylko czy o to tu chodziło?

Z jednej strony owszem, wszak ten niemal 2,5 godzinny film ogląda się bez znużenia, akcja ma dobre, równe tempo, jednocześnie stosuje bardzo niewiele uproszczeń w stosunku do książki. Za co chwała twórcom. Z drugiej jednak, skomplikowane postaci zaprezentowane w powieści, na srebrnym ekranie są wyidealizowane. Mocno osadzone historyczne realia, w filmie przedstawione są raczej intuicyjnie, a to co stanowiło największą wartość prozy Gordona, czyli bliski kontakt i możliwość zapoznania się z kulturą żydowską, muzułmańską i realiami średniowiecznymi, zostało zepchnięte na dalszy plan. Na pierwszy wysunięta została przede wszystkim „przygoda”. Nie twierdzę, że to źle. Możliwe, że pozytywnie wpłynie to na przyjęcie produkcji przez szeroką publiczność, ale pewien niedosyt pozostaje.

med3

Czy film przekonuje do książki? A może książka do filmu?

Tak się składa, że jeszcze nigdy nie przeczytałem książki po obejrzeniu filmu. Chyba żaden nie wyróżnił się na tyle, by sprowokować mnie do zagłębienia się w historię jeszcze bardziej. Zawsze zaczynam od prozy, a dopiero potem oceniam obraz pod kątem realizacji treści. Rzadko wynik jest dodatni, choć moje poglądy w tym temacie znacznie ewoluowały. Kiedyś oczekiwałem dokładnego odwzorowania książkowej fabuły. Dlatego Władca Pierścieni był słaby, bo z baśni powstało kino akcji, nie wspominając już nawet o Wiedźminie. Dopiero Eragon pokazał, że relatywnie wierne trzymanie się fabuły nie wystarczy, by zadowolić odbiorcę. Sahara z Matthew McConaughy przekonała mnie, że film musi mieć inne tempo narracji, a środek ciężkości opowieści trzeba odrobinę przesunąć z otoczenia, na same postaci, by odnieść sukces. Ostatecznie jednak, dopiero realizacja przez HBO serialu na podstawie powieści George’a R.R. Martina, udowodniła mi, że można stworzyć świetną adaptację, która nie do końca jest wierna serii, a która jest jej dopełnieniem. Mając już tą perspektywę uważam, że Medicus został bardzo dobrze zaadaptowany. Przy ograniczonych możliwościach przekazu i interpretacji treści jakie daje film, reżyser Phillip Stolzl wykonał swoją prace znakomicie.

med2

Zawsze wyczekuję z większym niepokojem filmu, który ma być adaptacją, niż takiego, który ma oryginalny scenariusz. Z jeszcze większym dystansem obserwuję tendencję do przenoszenia na srebrny ekran gier wideo. Dotychczasowe próby były raczej niezbyt udane (Dungeon Siege, Hitman), ale może tu też nastąpi ewolucja i w przyszłości będziemy mieli do czynienia z dobrymi filmami, na podstawie świetnych gier i świetnymi grami, na podstawie dobrych filmów. Nie pozostaje mi już nic innego jak zachęcić do przeczytania całego cyklu Noah Gordona! 

~Gamoń

Czy film przekonał do książki? Oddaje głos mojej lubej:

Jestem zachwycona filmowym Medicusem. Przy większości tak długich produkcji, rozpraszam się już w połowie, a tutaj oglądałam film z wielkim zaciekawieniem i ogromną przyjemnością, od pierwszej minuty, aż do samego końca. Naprawdę nie mam się do czego przyczepić, film był wciągający, interesujący, mądry, zabawny a chwilami smutny. Cała historia spodobała mi się w takim stopniu, że z wielką chęcią sięgnę w najszybszym możliwym czasie po książkę. Może wtedy będę bardziej krytyczna, choć nie sądzę. Natomiast co do konfliktu filmy czy książka w ogóle. Cóż, tu chyba nigdy nie osiągniemy pełnego kompromisu. Władca Pierścieni mi się podobał, i myślę, że mnóstwo ludzi przekonało się po jego obejrzeniu do przeczytania powieści. Natomiast w czasach gdy książki masowo czytają nieliczni, a filmy oglądają wszyscy, obraz może być jedyną metodą by zapoznać szeroką publiczność ze świetną opowieścią. Nie ważne czy przygodową, obyczajową czy dokumentalną, nie ważne też czy trzeba będzie coś uprościć. Ważne żeby dotrzeć z przekazem do jak najliczniejszego grona odbiorców.

A wy jak uważacie? Macie swoje ulubione ekranizacje? Może przegapiliśmy coś ważnego?

8/10 ~Zgaga

Napisał Gamon
  • himato

    Mnie razi uproszczenie fabuly filmu. Postac bohatera staje sie plaska, papierowa. Karim zasluzyl na wiecej, barwna postac z ktorej zrobiony w filmie tylko proznego pijaka. Film tylko zaczerpnal z ksiazki – nie ma scislego powiazania. Dwa osobne obiekty ksizaka i film. Niestety czytalem ksiazke przed filmem. Nie obejrzalem do konca filmu. Po scenie sadu nad Avincenna i glownym bohaterem – wylaczylem film.

    Ale to moje subiektywne spojrzenie, gdzie mojemu wyobrazeniu ksiazki nie sprostal film. Prawda jest, ze 100 osob czytajacych ksiazke tworzy 100 innych swiatow bohaterow. 100 widzow filmu ma do obejrzenia wizje rezysera. Dobra rada – nie czytac ksiazki przed filmem. Wtedy film zasluzy na pozytywna opinie, u mnie nie zasluzyl. Zadziwiaja mnie wszystkie pozytywne oceny.

  • Szymon

    „Medicus z Saragossy” ma prawdziwie filmowy potencjał i na adaptacje tej książki liczyłem. Wiem że nie tylko ja czekam na jej ekranizacje.

    • Potencjał ma cała seria trudno zaprzeczyć. Choć osobiście wolałbym chyba najpierw obejrzeć „Szamana”.