Thriller z gwiazdorską obsadą, który co i rusz wypływa na festiwalach filmowych? Pojawił się w Cannes, dostał nominację do Złotej Kamery i weźmie udział w konkursie głównym na Camerimage 2015? Zwyczajnie nie mogliśmy tego przegapić i kiedy tylko odkryliśmy, że będzie okazja obejrzeć Sicario na Festiwalu Kamera Akcja, nie zastanawialiśmy się specjalnie. Czy w temacie karteli narkotykowych zostało jeszcze coś do opowiedzenia?

Sicario – skrytobójca

Już na początku muszę się przyznać, że „kupiłem” ten film. Historia wyróżniającej się agentki, która zostaje wcielona do specjalnego zespołu do walki z kartelem, która z jednej strony chce coś zmienić, a z drugiej przeżywa rozterki moralne związane z metodami, które stosuje ów zespół zwyczajnie mi się podobała. Może sama opowieść nie jest najambitniejsza, ale sposób w jaki została opowiedziana rzeczywiście jest znakomity. Kate, bo tak się nazywa grana przez Emily Blunt postać, jest idealistką, której dana została szansa by własnoręcznie zmienić wynik niekończącej się walki z kartelami. Szansa by przenieść walkę na teren wroga. Okazuje się jednak, że zmiana skali i punktu odniesienia z lokalnej, stanowej, na międzynarodową nie jest taka prosta. Ścierają się różne interesy, różne frakcje, a w młyńskich kołach giną zwykli ludzie. Kate błądzi we mgle i walczy nie tylko z kartelem, ale też z własnym zespołem i z samą sobą. Denis Villeneuve reżyser Sicario buduje znakomite napięcie i mroczny klimat, którego brakowało mi w dziesiątkach podobnych filmów. Główny wątek uzupełniany o fragmenty z życia szeregowego, nic nie znaczącego członka kartelu, tworzył świetną całość. Film dobrze prezentuje się od strony wizualnej i to pewnie również ten aspekt zapewnił mu udział w festiwalach filmowych. Ale Sicario to przede wszystkim bardzo mocna całość, w której trudno o jakiś przeciętny element.

emily

Akcja i dźwięk

Czym jeszcze Sicario wyróżnia się na tle setek innych filmów o podobnej tematyce? Przede wszystkim kilkoma bardzo mocnymi scenami. Sam początek wbija w fotel, podobne emocje pojawiają się przy przejeździe konwoju zakończonego sceną w korku i ataku na podziemną sieć tuneli. Pomiędzy nimi tempo filmu wyraźnie zwalnia, pozwalając widzom odetchnąć. Przyznam, że odrobinę mi się te przerwy dłużyły. Były jednak niezbędne dla zbudowania klimatu całości. No i jeszcze muzyka. Gdyby nie Mad Max i zbliżające się wielkimi krokami Gwiezdne Wojny, to soundtrack z Sicario stałby się moim numerem jeden na ten rok. Nie potrafię sobie wyobrazić lepszej ścieżki dźwiękowej, która byłaby kwintesencją kina akcji i lepiej podkreśliła nastrój kluczowych scen, gdzie słów było mało.

Aktorsko wcale nieźle

To co wyraźnie zwróciło moją uwagę, to wszystkie cztery główne postaci, pojawiające się na ekranie. A właściwie aktorzy, którzy za tymi postaciami stoją. Emily Blunt bardzo mi się w swoim wcieleniu podobała i to nie tylko pod względem estetycznym. Po Furiosie to kolejna silna, choć już nie tak wyrazista żeńska postać. I mimo tego, że ewidentnie odstawała od otaczających ją mężczyzn, to była osią wydarzeń i nadrabiała miną. Benicio del Toro ukradł w zasadzie film dla siebie. Po wyjściu z seansu nie miałem złudzeń, że to jego postać najbardziej zapadnie mi w pamięć. I chociaż oboje w niejednym filmie już wystąpili, to nigdy dotąd nie zwracali mojej szczególnej uwagi, bądź też występowali w produkcjach, których nawet nie chciało mi się oglądać. Trochę inaczej sprawa wygląda w przypadku Josha Brolina i Daniela Kaluuyi. Ten pierwszy zagrał milion ról drugoplanowych, pojawił się w Facetach w czerni, Sin City, Grindhousie, W. czy Strażnikach Galaktyki, a w Sicario tylko potwierdził swój kunszt. W rozrywkowym kinie akcji sprawdza się świetnie. Kaluuya natomiast, znany nam jest tylko ze świetnej roli w jednym z odcinków serialu Black Mirror, który uznajemy za jeden z najlepszych w ogóle. Dlatego już na starcie zyskał w naszych oczach. Rola agenta z wykształceniem prawniczym i silnym kręgosłupem moralnym, w ciekawy sposób łamała stereotyp. Cała czwórka sprawiła, że film po prostu dobrze się oglądało. W Sicario pojawił się również Jon Bernthal, który chyba nie może przestać grać czarnych charakterów. Już w Walking Dead nie był bohaterem pozytywnym, w Furii jego postać też była specyficzna, a tutaj ewidentnie wywołuje negatywne odczucia.

joshbrolin

120 minut słusznych emocji w Sicario

Brakowało mi takiego filmu. Po Inside Out, Młodości, Love, Intruzie i kilku innych, mocne, mroczne i klimatyczne kino akcji, z dobrą obsadą i równie dobrą historią, było przyjemnym odświeżeniem. Oczywiście film nie był idealny, historia momentami była nazbyt banalna, mroczny mściciel, tajni agenci działający na granicy prawa i główna bohaterka zgadzająca się na wszystko i biegająca za resztą bez wyraźnych rozkazów. Udało się jednak to wszystko przykryć i Sicario oglądało się po prostu dobrze. Ode mnie 7g

~Gamoń

Okiem Zgagi

Sicario było dla nas dobrą i potrzebną odmianą po wszystkich filmach, o których Gamoń wspomniał. Klasyczny, amerykański film, w którym dominujące znaczenie ma akcja. Według mnie najmocniejszy jest sam początek filmu, który oglądałam z szeroko otwartymi oczami. Świetnie skomponowana muzyka, też zostanie mi w głowie na dłużej. W przeciwieństwie do Gamonia, mnie najbardziej podobała się rola Emily Blunt. Bez problemu utożsamiałam się z postacią, w której rolę się wcielała, co jest dla mnie zawsze istotne. Co prawda pewnych jej decyzji nie rozumiałam, zwłaszcza tej kluczowej, podjętej pod sam koniec filmu, ale nie ma to znaczenia. Sicario jest bardzo przyzwoitą produkcją, wartą naszego czasu. Polecam i oceniam na 7g

~Zgaga

Napisał Gamon