Już na wstępie muszę Was rozczarować. Nie będzie coming outu, bo to nie o mnie i Gamonia chodzi, a o książkę, która trafiła w nasze ręce. Studiuję seksuologię, więc nie mogłam obok tego tytułu przejść obojętnie, żyłka naukowca kazała mi się z nią zapoznać. Czy życie seksualne w długoletnim związku skazane jest na nudę i stagnację? Czy seks po ślubie służy już tylko prokreacji? Czym tak naprawdę jest zdrada i czy oglądanie swojego partnera w niedwuznacznej sytuacji z kimś innym, może sprawiać frajdę? Odpowiedzi na te i inne intrygujące pytania, znajdziecie w książce My Swingersi. Jej autorami jest polskie małżeństwo, lubiące erotyczne zabawy w większym gronie, występujące pod pseudonimami Pussy i Dick Wolni.

Wolność

Zawsze myślałam, że seks grupowy jest czymś, co najpierw przez długi czas się z partnerem rozważa, a potem dokładnie planuje. Żeby potem nie było rozczarowań, scen zazdrości i ran w sercu, które nigdy się nie zagoją. W przypadku Pussy i Dicka, ich pierwszy swing wyszedł zupełnie spontanicznie, ale nie żałowali właściwie niczego. No, może poza tym, że nie zdecydowali się na coś takiego wcześniej. Wraz z naszymi bohaterami, coraz głębiej eksplorujemy ich seksualność, przekraczając kolejne granice. Książka przepełniona jest bogatymi opisami scen seksu wszelakiego, przy których Harlequiny czy 50 Twarzy Greya to pikuś. Ich uczestnicy niczego nie udają, wspólnie dążąc do osiągnięcia maksymalnej przyjemności. Wszystko to opisane jest w bardzo naturalny i przyjemny w odbiorze, niewulgarny sposób. Myślałam, że na moich studiach poznałam wszystkie istniejące określenia dotyczące narządów płciowych, okazało się jednak że byłam w błędzie. Nie wiedziałam chociażby, że niektórzy nazywają penisa szabelką :). Nie wiedziałam również, że środowisko swingersów, w naszej stosunkowo konserwatywnej ojczyźnie, działa tak płynnie. Istnieją fora i strony internetowe, na których można się umówić na „konkretne” spotkanie w realnym świecie. Istnieją również kluby, w których centralny punkt stanowią kopulodromy, czyli specjalne platformy przeznaczone do zabaw grupowych. Organizowane są wyjazdy na orgie w plenerze! Ponadto, okazuje się, że nawet 4% par swinguje!

WP_20150616_004

Nie dla wszystkich

Państwo Wolni, poza opisem swoich seksualnych przygód, w książce My Swingersi umieścili również wiele mądrych spostrzeżeń i rozmaitych ciekawostek. Zauważyliście, że kobiety, zwłaszcza singielki, chociaż żądają równouprawnienia, nadal uważają, że to mężczyzna powinien płacić za nie w kinie czy restauracji? Ja również nie jestem wolna od takich naleciałości, chociaż od zawsze chciałam, żeby mój związek był partnerski. Pussy z kolei, zastanawia się w jednym z rozdziałów, jak to jest, że heteroseksualni mężczyźni, chociaż seks analny w formie aktywnej większość z nich kręci, chronią swoje własne pupy przed jakąkolwiek ingerencją. Mnie też to zawsze zastanawiało! Kluczowe jednak dla całej książki jest to, że Pussy i Dick, nikogo nie przekonują na siłę do swoich poglądów. Uważają wręcz, że swingowanie nie jest przeznaczone dla wszystkich. Po pierwsze, para musi się bardzo kochać i świetnie się ze sobą dogadywać. Po drugie, oboje muszą tego chcieć. Po trzecie, ich własny seks musi być również udany. Bez tego, związek może nie przetrwać w zderzeniu ze „zdradą kontrolowaną”.

WP_20150616_001

 

Czym jest zdrada?

Swingersi przedstawiają nam również swoje opinie na temat zdrady i zazdrości. Według nich, seks z osobą nie będącą naszym partnerem, wynikający z chwilowej zachcianki i fizycznego pociągu, nie jest zdradą. Do zdrady dochodzi dopiero wtedy, gdy w relację zaangażujemy się psychicznie i emocjonalnie. W pewnym stopniu zgadzam się z ich poglądami, co absolutnie nie jest dla Ciebie Gamoniu przyzwoleniem na rozluźnienie obyczajów :). Na pewno nie pozostałabym obojętna wobec zdrady fizycznej. Wydaje mi się jednak, że dużo łatwiej byłoby mi ją wybaczyć, niż tę uczuciową. Jeżeli chodzi o zazdrość, to Pussy i Dick twierdzą że jej nie odczuwają. Że oglądanie swojego partnera „w akcji” z kimś innym, daje im przyjemność i podnosi temperaturę ich wzajemnych uczuć. Nie potrafię sobie czegoś takiego wyobrazić, ponieważ ja bywam zazdrosna nawet wtedy, kiedy Gamoń za długo jak na mój gust, rozmawia z jakąś dziewczyną.

Kamasutra jakości

My Swingersi to lektura, która znacznie rozszerzyła moją, dotąd dość ograniczoną, wiedzę na temat „wolnych związków”. Książkę czyta się bardzo szybko i z niegasnącym zainteresowaniem. Stanowi ona dobry punkt wyjścia do refleksji nad swoim życiem seksualnym, a także ciekawych dyskusji z partnerem.Temat swingowania jest bardzo interesujący i choć teraz zdecydowanie nie jestem gotowa na tego typu atrakcje, to być może w przyszłości wezmę taką opcję pod rozwagę. Może kiedyś dojrzeję do tego, a moja pewność siebie urośnie na tyle, że nie będę już odczuwała zazdrości. Seks we dwójkę jest super, a może większym gronie jest jeszcze fajniejszy? W końcu żyjemy tylko raz i warto spróbować różnych potraw, żeby potem móc z przekonaniem powiedzieć, że nam nie smakują.

WP_20150616_008

Książka, ma oczywiście parę mankamentów. Jednym z nich jest chociażby zmarginalizowanie zagrożeń wynikających z seksu grupowego. Niemniej, uważam że jest to intrygująca pozycja, zdecydowanie warta dostrzeżenia. Zgodnie z naszą gamoniową kamasutrą jakości oceniam na:

8g

~Zgaga

Sultans of swing

Na początku byłem zdecydowanie niechętny książce, która bardzo odbiegała od moich codziennych lektur. Uznałem jednak, że sprawdzę, skąd u Zgagi taki rumieniec i chęć do dyskusji na „te” tematy. Spodziewałem się czegoś wpisującego się w niezbyt chlubny nurt 50 Twarzy i zostałem pozytywnie zaskoczony. Książka to w zasadzie 200 stron, niekończących się scen nieskrępowanego seksu, przerywanych tylko na przygotowania i umiejętnie wplatane przemyślenia, dotyczące tego obcego większości z nas świata. Studium przypadku pary, która otwiera przed nami drzwi do swojej alkowy. Duży plus za dojrzałe podejście do sprawy, wymieszane z przystępnym, niewulgarnym językiem. Pokazanie blasków i cieni, prawdziwych swingersów i podglądaczy. Przyznam, że faktycznie nie spodziewałem się, że istnieje w zasadzie cała kultura tego zjawiska. Trochę też zmieniłem mój punkt widzenia na sprawę i chociaż daleki jestem od aktywnego zainteresowania tematem, nie zgadzam się też w paru punktach z autorami, to cieszę się że książkę przeczytałem. Na pewno mamy o czym ze Zgagą dyskutować przez następny tydzień. A właściwie pewnie do momentu obejrzenia przez nas Jurrasic World. Ponoć niezły, widział już ktoś?

My Swingersi ode mnie otrzymuje 7gCiekawa książka, którą się dobrze czytało. Nie jest to jednak dzieło wiekopomne, wpisujące się złotymi zgłoskami w historię literatury, ani moje własne zestawienie. Jest to w zasadzie jedyny powód, żeby nie ocenić książki wyżej.

WP_20150616_002

~Gamoń

Za możliwość poznania nowego świata, który dla nas był równie fantastyczny, co inne, częściej odwiedzane przez nas gatunki literackie, dziękujemy wydawnictwu Novae Res!

Napisał Gamon
  • Nie wyrabiajcie sobie opinii o środowisku swingerskim na podstawie tej książki, bowiem ona jest przykładem bardzo… płytkim. Jako aktywni swingersi próbowaliśmy przeczytać tę książkę, lecz nie daliśmy rady dobrnąć do końca. Wulgarny język i ograniczone słownictwo pozbawiło nas jakiejkolwiek przyjemności lektury, a sytuacje w niej opisywane są mocno przerysowane.

    • Ewelina Tarnowska

      Dzięki za info 🙂 chętnie zgłębię temat przeglądając Waszego bloga 🙂