Wieża to zbiór opowiadań, napisanych przez Polaka, o niezbyt rodzimie brzmiącym nazwisku – Ahsan Ridha Hassan. Autor jest przystojnym absolwentem prawa na Uniwersytecie Śląskim, przedsiębiorcą oraz założycielem serwisu wydaje.pl, gdzie można samodzielnie, jak nazwa wskazuje, wydać swoje wiekopomne dzieła. Może kiedyś skorzystamy i przeniesiemy Gamonię na papier? Przejdźmy jednak do tematu, czyli do recenzji jego debiutu literackiego. Pierwsze 20 stron Wieży jest tak dramatycznie kiepskie i przesłodzone, że miałam ochotę nie tylko odłożyć książkę, ale również wziąć prysznic, bo czułam się lepka od cukru. Dobrze zrobiłam, że zdecydowałam się jednak dotrwać do ostatniej kartki.

Gdzie Roland Rewolwerowiec?

Siadając do opowiadań żywiłam obawę, że zostanę narażona na spędzenie paru godzin, z kiepskim plagiatem serii Mroczna Wieża Stephena Kinga. Pierwsze minuty utwierdzały mnie w tym przekonaniu. Główny bohater widział tajemniczą budowlę, wyrastającą ku niebu w jego ogrodzie, na szczycie której powiewała chorągiew, z wyhaftowanym znakiem złotego oka. Skądś znam ten temat. Brakowało tylko chłodnego spojrzenia oczu, wychudzonej twarzy i rewolweru schowanego w kaburze. Na tym jednak motywie analogie się kończą. Po przetrwaniu pierwszych, jak już wspominałam, okropnych 20 stron, powieść zupełnie zmienia klimat. To co się dzieje na naszych oczach, nie jest w żadnym stopniu zbliżone do niczego, co kiedykolwiek czytałam. Abstrakcjonizm, surrealizm, groteska w najlepszym wydaniu. Styl zbliżony jest trochę do Topora, czy Kafki, ale w uwspółcześnionym wydaniu. W pierwszej, tytułowej części, czyli Wieży, kulminacyjna jest dla mnie scena, w której główny bohater, niespełniony artysta ogarnięty pisarskim szałem, zabija/ale nie zabija, kota pogrzebaczem. Fantastyczne. Jedyne co mi na tym etapie przeszkadzało, to gadanie o kupie. A dokładniej o potrzebie wypróżnienia, srania, tudzież defekacji, zarówno u kota, jak i jego właściciela. Rozumiem, że jest to zajęcie dla mężczyzn istotne, mamy z Gamoniem kumpla, który dość często relacjonuje nam gdzie i w jakich okolicznościach ostatnio robił kupę, ale nie popadajmy w przesadę.

WP_20150307_003

W sieci Pająka

W następnych opowiadaniach „obłęd, któremu towarzyszy zgroza”, narastają. W Pożeranym 4.0. poznajemy Oskara, którego z nieznanych nam prawie do samego końca historii pobudek, ludzie nazywają Mateuszem. Chłopak przeżywa rozterki miłosne i ostatecznie nawiązuje internetowy romans, z tajemniczą Sarą Pająk. Ich flirt ma naprawdę zaskakujący finał, który uczy nas, że nigdy nie wiemy kto siedzi po drugiej stronie kabla. Tudzież Wi-fi. Cieszę się, że Autor wysilił się i wymyślił własne nazwy, na istotne we współczesnym świecie serwisy, takie jak Google czy Facebook, nawet zgrabnie mu to wyszło. Trochę szkoda, że w następnych częściach już tego zamysłu nie kontynuował. W bardzo przekonywający sposób oddał również sposób myślenia, uczucia i rozterki typowe dla nastolatka. Czytając to, miałam okazję do autorefleksji na temat tego, jak bardzo się zmieniłam od czasów liceum.

pies

W krzywym zwierciadle

W Robaczywym Księżycu odnoszę wrażenie, że Ahsan Ridha Hassan, pisze trochę o samym sobie. Opowieść dotyczy młodego mężczyzny, który próbuje rozkręcić własną firmę, zajmującą się marketingiem internetowym. Oliwier w czasach studenckich, został opętany wizją serwisu internetowego dla podróżników, której realizacja spaliła na panewce. Wyliście kiedyś do księżyca, naśladując wilki? Ja wielokrotnie. Nie znaczy to, że mam jakieś inne cechy upodabniające mnie wizualnie do wilkołaka. No, może tu i tam mam za dużo włosów :D, ale od czego jest wosk. Oliwier jednakże, ma ich znacznie więcej. Sierść, duży apetyt na seks, czy „tęczówki w kolorze roztopionego złota, które obracają się i hipnotyzują”. Na marginesie, stwierdzenie to powtarzane było w książce do znudzenia. Na szczęście był to jedyny mankament tej części. Reszta jest wciągająca, a przede wszystkim mocno schizowa, a to akurat bardzo lubię.

wilk

Zupa Romana

Aktualnym problemem w naszym kraju jest dylemat – deportować czy nie deportować Romana Polańskiego? Doppelganger doskonale wpisuje się w te rozterki. Akcja opowiadania dzieje się w Krakowie, gdzie Marek spotyka po latach swojego kumpla ze studiów – Romana Polańczyka. Mężczyzna jest przekonany, że twórca Dziecka Rosemary, mimo dzielącej ich różnicy wieku, jest jego doppelgangerem, czyli złym sobowtórem. Wyprzedzającym go zawsze o krok, kopiującym niezrealizowane jeszcze pomysły i zabierającym cały talent reżyserski. Opowiadanie przypomina klimatem Opowieść Wigilijną – zbliżające się święta, sypiący z nieba śnieg i dwóch kumpli, przywołujących ponure zjawy, nad kuflami piwa. Historia jest niepokojąca, i mimo fantastycznych elementów, zaskakująco przekonywająca. Podobało mi się przede wszystkim to, że była solidnie zakotwiczona w rzeczywistości. Przez nią zaczęłam poszukiwać realnych odpowiedników innych bohaterów Wieży, w rzeczywistości. Skutek odniosłam niestety, albo stety, marny.

Sędzia Andrzej

Powyższe zagadnienie intrygowało mnie zwłaszcza w przypadku Sądnego dnia, zaczynającego się nietypowo, bo od śmierci głównej postaci. Jest nią Andrzej, znany, popularny i mocno dojrzały już satyryk, z temperamentem satyra i wieloma grzeszkami na koncie. Przejrzałam zdjęcia najbardziej znanych rysowników noszących to imię i zatrudnionych w popularnych gazetach, na szczęście wygląd się nie zgadza. Mam nadzieję, że życiorys też nie, bo wystarczająca ilość zwyrodnialców pałęta się po tym świecie. Andrzej budzi się po nocy spędzonej między udami kolejnej, młodej studentki ASP, trochę zdezorientowany, ale nie jest to dziwne, biorąc pod uwagę ilości narkotyków i alkoholu, jakie regularnie pochłania. Mężczyzna staje się jeszcze bardziej zdezorientowany, kiedy napotykani ludzie, nawet ci obcy, nazywają go sędzią i wypytują o werdykt w „ważnej sprawie”, który ma dzisiaj zapaść. Opowiadanie nie ma żadnego związku z filmem z Robertem Duvallem i Downeyem Juniorem w rolach głównych, ale bez straty dla treści. Bardzo dobrze się przy nim bawiłam.

WP_20150307_005

Złe dobrego początki?

Dawno już nie czytałam książki, która po kiepskim początku, potrafiła mnie później do siebie przekonać. Wiadomo, najważniejsze jest przecież pierwsze wrażenie. Wieży się to jednak udało. Jej mocnymi stronami są rwące tempo tekstu, wciągająca, abstrakcyjna treść i niekonwencjonalny styl. Podobały mi się sceny erotyczne, które od czasu, do czasu urozmaicały życie bohaterom opowiadań. Były znacznie bardziej ekscytujące niż w 50 Twarzach Grey’a, ale może mój obiektywizm jest zaburzony, przez nadchodzącą wiosnę. Książka znacząco przekroczyła moje oczekiwania, wyjściowo niezbyt wygórowane, dodatkowo zaniżone przez słaby start. Chętnie przeczytam następne książki Ahsana Hassana, które mam nadzieję powstaną wkrótce. Za te pierwsze 20 stron, odejmuję 3 punkty i stawiam

7g

~Zgaga

W odróżnieniu od Zgagi, moje doświadczenia związane z Kingiem są ograniczone. Więcej widziałem filmów na podstawie jego książek, niż przeczytałem samych książek, a i to częściej w formie audiobooków. Mrocznej Wieży nie czytałem dlatego nie byłem uprzedzony, mimo to kilka pierwszych stron stanowiło dla mnie wyzwanie. Szło jak po grudzie, a przerzucanie kartek wymagało ode mnie sporo determinacji. Po chwili wrażenie znika jak ręką odjął, a fabuła kolejnych opowiadań porywa w swój wartki nurt i nie chce wypuścić. Założyłem sobie, że będę czytał po pół opowiadania na wieczór. Co oznacza, że 5 opowiadań zawartych w zbiorze powinno zająć mi 10 dni. Książkę skończyłem w 3, co stanowi chyba najprecyzyjniejszą recenzję, jaką jestem w stanie podać. Tym bardziej, że niepokojący, fantastyczny klimat i styl zbudowany przez autora, wymyka się klasyfikacjom. Podpisuje się pod wystawioną przez Zgagę 7gDobry debiut, na okładce napisane jest, że te pięć opowiadań to tylko pewien wybór. W takim razie ja się pytam gdzie jest reszta?!

~Gamoń

Za szanse zgłębienia tego mrocznego, niepokojącego szaleństwa dziękujemy wydawnictwu Novae Res. Udało się perfekcjynie trafić w nasze gusta!

Napisał Zgaga