Kasiowe: Muzyka

Nie mamy w zwyczaju tworzyć recenzji płyt, chociaż jest kilka, które na wspomnienie zasługują. Na początku 2015 roku wyszła jednak taka, której istnienia nie możemy przemilczeć. Album Pale Emperor Marilyna Mansona, dosłownie zawładnął naszymi umysłami. Słuchamy go codziennie, od rana do wieczora, a kiedy nie mamy dostępu do sprzętu grającego, to chociaż nucimy. I wiemy, że nie jesteśmy jedynymi ludźmi, których dotknął ten problem! Co takiego jest w tej muzyce? Przekonajcie się sami!

Życie Antychrysta

Od lat jestem fanką Marilyna Mansona. Powszechnie wiadomo, że jest mocno kontrowersyjny. Ma satanistyczne, przynajmniej na pozór, ciągotki i nietypową stylizację sceniczną, której od zawsze jest wierny. Pamiętam jak przed jego występami w Polsce, kółka różańcowe organizowały protesty, niczym przed Behemothem. Z całego serca żałuję, że nie byłam na żadnym jego koncercie. Jeżeli jednak zdecyduje się odwiedzić nasz kraj w przyszłości, zrobię wszystko żeby się na nim znaleźć (koncercie, nie Artyście). Do tej pory zespół wydał wiele fantastycznych płyt, takich jak podwójnie okryty platyną Antichrist Superstar, Golden Age of Grotesque czy mroczne Eat me, Drink me. Znalazło się na nich wiele wspaniałych utworów. Część z nich była coverami jak Sweet Dreams, Taitned Love (uwielbiam teledysk) czy Personal Jesus. Część z nich była autorskimi kawałkami zespołu, jak Spade, Coma White czy Heart Shaped Glasses.

71bdyOf6HQL._SL1500_

Uroda Bladego Cesarza

Wszystkie wydane dotąd albumy Mansona były dobre. Można było znaleźć na nich prawdziwe perełki, ale również kawałki które po odsłuchaniu absolutnie nie zapadały w pamięć. Płyta Pale Emperor wyróżnia się tym, że nie ma na niej słabszych utworów. Wszystkie są fantastyczne i słucha się ich z przyjemnością. Chociaż klimat rockowy został utrzymany, to ma on zdecydowanie lżejszą i delikatniejszą formę niż dotychczas. Muzyka, chociaż grana na gitarze elektrycznej, w towarzystwie uwielbianego przez nas niskiego basu, ma tak naprawdę akustyczne brzmienie i z powodzeniem mogłaby być grana unplagged. Brian Hugh Warner to inteligentny i wrażliwy na muzykę człowiek, co potwierdzają teksty jego piosenek. Wpadają w ucho, są przewrotne i oczywiście buntownicze. A teraz niech przemówi muzyka, do której przesłuchania Was z całego serca zachęcamy!

Deep Six – wsłuchajcie się w tekst, bo warto. Oto mój jego ulubiony fragment:You want to know what Zeus said to Narcissus? – You better watch yourself”                                                            Wpadlibyście na to??

Utwór Killing Strangers jest jedynym pozytywnym akcentem kojarzącymi mi się z filmem John Wick, który jakiś czas temu oglądaliśmy:

The Mephistopheles Of Los Angeles nie bez przyczyny od dłuższego czasu utrzymuje się na szczycie listy przebojów Antyradia, a fragment tekstu „I’m ready to meet my maker”, nie chce wyjść mi z głowy!


Third Day Of A Seven Day Binge – zaręczam Wam, że nie słyszeliście jeszcze tak seksownego mruczenia jak tutaj. Aż widzę płonące świece, księżyc w pełni i namiętność:

O rety, o każdym z utworów na tej płycie mogłabym opowiadać godzinami! Co mnie w nim porusza i dlaczego. Chciałabym jednak odwrócić teraz role. To Wy przesłuchajcie cały album i powiedzcie, która piosenka zrobiła na Was największe wrażenie, bo nie mam żadnych wątpliwości że tak będzie! Opiniami podzielcie się z nami w komentarzach!

~Zgaga

Lazarus got no dirt on me

W moim osobistym muzycznym świecie, od dawna trwała stagnacja. Dawno już w ucho nie wpadł mi żaden nowy, wyróżniający się zespół. Większość pojawiających się przez ostatnie dwa lata płyt, autorstwa znanych i lubianych przeze mnie artystów, zawierała 3-4 dobre kawałki i tyle. Czasem tylko jakieś pojedyncze utwory przebijały się przez moją zdziadziałą już chyba muzyczną skorupę na uszach i poruszały jakąś dawno zapomnianą strunę. Moje domowe playlisty na różne okazje z rzadka się wydłużały. Aż tu nagle pojawił się Pale Emperor i wywołał prawdziwe trzęsienie ziemi. Od dobrych trzech tygodni niepodzielnie króluje w moich domowych głośnikach. Nigdy szczególnie nie ruszała mnie kreacja, pod którą Manson tworzy. Dla mnie jest to tylko sceniczna maska, podobnie jak Slipknot, Gorillaz, czy Ghost. Nie interesują mnie jego poglądy i idee, a inteligentna muzyka i teksty. Do tej pory żadna jego płyta nie wyróżniła się znacząco, i choć uwielbiam Coma White, czy Tainted Love, to były to kawałki słuchane przeze mnie raczej okazjonalnie. Tym razem mam natomiast do czynienia z całą płytą, spośród której nie potrafiłbym wybrać tego jednego, najlepszego kawałka. Zgaga już kilka wyróżniła, ja od siebie mogę dodać jeszcze The Devil Beneath my feet.

Mam tylko nadzieję, że już niedługo pojawi się jakaś nowa, równie powalająca płyta, która wciągnie nas na tyle by odłożyć Pale Emperor na bok, inaczej utoniemy w niej totalnie. 

~Gamoń

Napisał Gamon