popcornWygląda to tak, jakby Keanu postanowił podgonić takich tuzów ekranowego mordowania jak Stallone, czy Lundgren w ilości fragów.

Są takie dni kiedy najlepszym rozwiązaniem na filmowy wieczór jest mało słów, a dużo strzelania. Tyle właśnie zaoferować miał nam Keanu Reeves, w najnowszej produkcji ze swoim udziałem, John Wick. Choć ostatnio filmów z nim unikaliśmy jak ognia, to przecież rolami w Constantine i Matrixach wyrobił sobie pewną markę. Liczyliśmy więc na odmóżdżające fajerwerki.

John Wick – Wyścig fragów

Początek filmu to ckliwa próba umotywowania dalszych krwawych poczynań bohatera. Próba o tyle nieudana, że żadna, nawet najczarniejsza rozpacz, najczarniejszego bandziora, nie prowadzi do zabicia 76 osób. Tak, ktoś policzył ilu przeciwników posyła do grobu tytułowy John. Wygląda to tak, jakby Keanu postanowił podgonić takich tuzów ekranowego mordowania jak Stallone, czy Lundgren w ilości fragów. Szkoda, że film stawia na ilość nie na jakość, a większość sługusów zwyczajnie „wpada” wprost pod lufę broni Keanu. Liczyłem jednak na trochę więcej efektowności, choć mam świadomość tego, że coraz trudniej mnie zaskoczyć. Kingsmanowi się to jednak udało. 100 minutową przygodę z Johnem zaczynamy od przeżywania wspólnie z nim rozpaczy po utracie żony, którą przypadkowo przerywa mu Theon Greyjoy, tzn. Yosef Tarasov do końca życia znany jako Fetor bez Przyrodzenia. Zabija mu psa, który był ostatnim podarunkiem od żony i kradnie ulubiony samochód. I tu zaczyna się najzabawniejszy fragment filmu, kiedy to okazuje się, że lokalny półświatek, na którego czele stoi ojciec Yosefa (postaci grane przez Alfie Allena nie mają szczęścia do ojców), doskonale Johna zna. Wszyscy wręcz trzęsą portkami przed Baba Jagą/Bogeymanem, który morduje ludzi ołówkiem. Keanu Reeves rozpoczyna swoją vendettę, resztę możecie sobie wyobrazić lub spróbować obejrzeć. Nie będę was do tego szczególnie intensywnie namawiał, chociaż w swojej klasie John Wick jest przyzwoity.

wick2

Filmy nieme jednak nie są dla mnie

Długo zastanawiałem się, co mi w tym filmie nie pasowało, co nie zagrało? Czemu mimo mojej niegasnącej sympatii do takich produkcji, John Wick mnie nie przekonał? Musiałem się z tym problemem przespać, by odkryć że powodem jest fakt, iż film jest w zasadzie niemy. Owszem, ktoś coś czasem powie, ale jest to właściwie zbędne. Liczą się tylko odgłosy upadających ciał i pocisków sięgających celu. A ja przecież najlepiej się bawię, kiedy między jednym pociskiem, a drugim słyszę dialog rodem z Tango & Cash, Schwarzenegger rzuci swoje „i will be back”, albo w finałowej scenie usłyszę „Yupikayeey motherfucker”. Tego tutaj zabrakło. Thriller ma oczywiście swoje prawa, ale za mało tu było treści i idei, żeby tak to podawać na surowo. Gdzieś przy dwudziestym piątym przeciwniku, zacząłem się zwyczajnie nudzić. Jedyny dźwięk, na który naprawdę zwróciłem uwagę, to utwór Mansona służący za podkład do kilku scen. Nie dość, że kawałek dobry, to jeszcze pasował znakomicie.

wick4

Hotel Continental

Pominąć nie mogę jeszcze jednej zagwozdki, jaką zrodził we mnie John Wick. Przyznaję, że chyba nie do końca rozpracowałem konwencję całości. Z jednej strony film jest strasznie ponury, poważny, a sieczka na ekranie podszyta jest jedynie gniewem i zemstą. Z drugiej strony, co kilka kroków natrafiamy na jakiś komiksowy motyw. A to firma sprzątająca ciała, którą zamawia się przez telefon podając ilu „osobowy stolik” się potrzebuje. A to hotel z zasadami, dla zabójców. A to znowuż arcy wróg grany przez Nyqvista, który zdaje się całkiem nieźle bawić, oczekując na przybycie Johna. Miałem wrażenie jakby twórcy chcieli przemycić do thrilleru trochę komiksowego przerysowania, ale nie wiedzieli jak. Trochę im się to udało, ale tylko trochę. Oczekiwałem po tym filmie zdecydowanie więcej, dlatego jestem rozczarowany. Nie był jednak tak bardzo zły, a starzejący się Keanu Reeves i asystujący mu William Defoe nadal dają radę. Ode mnie4g

~Gamoń

wick3

Pomyłka w nazwisku

Odnoszę wrażenie, że w tytule filmu znajduje się błąd i nazwisko głównego bohatera zamiast Wick, brzmieć powinno Weak. Odzwierciedlałoby to przynajmniej charakter tej produkcji, która była słaba jak barszcz. Miał być thriller sensacyjny, a wyszła komedia, która choć początkowo zabawna, dość szybko stała się nudna. Myślałam, że się posikam ze śmiechu, kiedy usłyszałam, że płatny morderca John Wick, ma w środowisku rosyjskiej mafii ksywkę. Ksywkę wypowiadaną z przestrachem i szacunkiem w głosie. A brzmi ona Baba Jaga :D. Amerykanie z niewiadomych względów utożsamili ją z Bogeymanem, nie zdając sobie sprawy, że to jednak nie do końca to samo. Główny bohater, zdenerwowany stratą pieska i ulubionego samochodu, wpada w szał. W ramach zemsty zabija na rozmaite sposoby kilkadziesiąt osób. Wszystko fajnie, tylko motywacja mocno wątpliwa, a i wykonanie niezbyt przekonywujące. Ofiary właściwie same rzucają się pod kule wylatujące z pistoletu Johna i nadstawiają twarz na ciosy jego pięści. Ewentualnie zastygają w miejscu, czekając na nieunikniony koniec. Niewiele z nich podejmuje, oczywiście nieskuteczne, próby samoobrony. Niezmiernie wiarygodne, prawda? Wczuć się w fabułę nie pozwala również drewniana twarz Keanu Reevesa, nie wyrażająca absolutnie żadnych emocji, choć czasem w jego oczach błysną łzy. Na przykład w niezmiernie wzruszającej scenie, w której John odzyskuje przytomność po drastycznym pobiciu przez bandziorów, a naprzeciw niego, nos w nos, leży jego zamordowany beagle. Któremu, na marginesie, kark skręcono w drugim końcu mieszkania. Film się zupełnie nie klei, zupełnie jak kisiel bez skrobii. Był jednak nawet zabawny, dlatego dam mu

2g

 

~Zgaga

Napisał Gamon