popcornWdech, wydech. Wstrzymaj oddech. Poczekaj na moment między jednym uderzeniem serca, a drugim. Strzel. A co jeżeli Twoim celem jest dziecko, które zamiast lalki trzyma w ręku granatnik? Naciśniesz na spust, ratując kumpli z drużyny? Nie zawahasz się? Czasem o przeżyciu decyduje tylko sekunda, zwłaszcza w takich miejscach jak Irak. A jeśli źle ocenisz sytuację? Będziesz potrafił z tym żyć? Chris Kyle, amerykański snajper stawał przed tym dylematem ponad 160 razy. Spędził życie, walcząc podczas misji w Iraku w obronie ojczyzny, a zginął z rąk jednego ze swoich. To właśnie o nim opowiada Clint Eastwood, w filmie Snajper. W miniony weekend produkcja została nawet nagrodzona Oscarem, za najlepszy montaż dźwięku. Czy warto poznać tę historię?

Kowboj, na Dalekim Wschodzie

W rolę głównego bohatera wciela się Bradley Cooper. I chociaż w rzeczywistości jest bardzo przystojnym mężczyzną, tutaj jest niezbyt atrakcyjny. Jak Gamoń słusznie stwierdził w trakcie projekcji, wygląda jak ‚typowy Polak’. Dziwna, grzybowata fryzura na głowie, trochę misiowata figura, zarost na twarzy i duża sympatia do ichniego disco-polo, czyli muzyki country. Niemniej, dobrze mu z oczu patrzyło. Do czasu kiedy nie spoglądał na nas przez szkiełko celownika w karabinie. Chris przeszedł długą drogę – od prostego kowboja, lekkoducha, włóczącego się z bratem po barach, do bohatera narodowego, członka elitarnej jednostki Navy SEALs. W międzyczasie poznał kobietę swojego życia, Tayę, wziął z nią ślub, został ojcem dzieciom. I mimo to, cały czas kontynuował misję. Był w Iraku aż 4 razy. Strasznie mnie to zaskakuje, bo przecież miał do kogo wrócić. A mimo to wciąż się narażał. Może bał się, że nie będzie w stanie wrócić do normalnego życia? Może faktycznie opętała go myśl, która zalęgła się w jego głowie po ataku na WTC – że tylko mordując terrorystów, zapewni bezpieczeństwo bliskim? Dla mnie najważniejsze są właśnie te chwile, które spędzam z Gamoniem. Nie wyobrażam sobie, żeby wyjechał gdzieś daleko, w niebezpieczne miejsce, na 1000 dni. Przecież żyjemy tylko raz! Nie można po napisie Game Over,wcisnąć Start New Game i nadrobić stracony czas. Jako że autorem filmu jest Clint Eastwood, czyli naczelny rewolwerowiec ameryki, nie zabrakło oczywiście wątków westernowskich. Były więc flagi powiewające na wietrze, pustkowia po których toczą się jakieś szmaty oraz epicki pojedynek, w samo południe. Był to jedyny fragment w filmie, nagrany w slow-motion. Oczy jednego, napięcie na twarzy, pot płynący z czoła. Oczy drugiego. I strzał, niezwykle celny, z gigantycznej odległości.

snajper4

Koniec prawie zawsze jest początkiem

Tak jakoś szła piosenka Huntera i zgodnie z nią, opowiem Wam trochę o zakończeniu. [spoiler alert dla nie znających historii] Chris, który niedawno przeszedł na emeryturę, wybiera się gdzieś w podróż z facetem, którego widzimy pierwszy raz w życiu. Nikt nam go zresztą nie przedstawia. Taya długo patrzy na oddalającego się męża, przez szparę w drzwiach. Ostatnie słowa Chrisa to – „Podróż potrwa 2 godziny”. Wsiada do auta, ekran się ściemnia, a potem pojawiają się archiwalne zdjęcia z pogrzebu snajpera. Ludzie gromadzą się na ulicach, syreny radiowozów wyją, salwa honorowa oddana. Chris’a zabił jeden z weteranów, którym pomagał dojść do siebie. Gdybym nie znała jego historii, to bym się tego absolutnie nie domyśliła. Ba, w ogóle bym nie zrozumiała, co widzę na ekranie. Clint Eastwood uciął fabułę, jak z bicza strzelił i doczepił do niej zakończenie. Zazwyczaj łatwo się wzruszam. Tutaj jednak wszystko zostało tak przedstawione, że nie wywołało we mnie żadnych uczuć. Podobnie jak cały film.

snajper5

 

Czy 120 minut to długo?

Do tej pory uważałam, że nie. Tym razem po godzinie myślałam, że minęły już 3. Emocje na poziomie zerowym, dużo właściwie identycznych momentów, postaci jak z papieru. Nie potrafiłam się zainteresować fabułą. Dodatkowo dziwna, prawie pięciominutowa scena, w trakcie której absolutnie nic nie było widać. Wszystko zasłaniała burza piaskowa, więc podobnie jak bohaterowie, widzowie również nie widzieli kto strzela, kto umiera i w ogóle co się dzieje. Nie był to najlepszy pomysł autorów produkcji. Zaskakiwało mnie również zachowanie Chrisa, podczas patrolowania otoczenia. Często rozmawiał z żoną, przez zestaw słuchawkowy lub nawet przez telefon trzymany w ręku. Popieram to, że utrzymywał kontakt z bliskimi, przynajmniej w ten sposób. Według mnie jednak takie zachowanie w czasie akcji było nieodpowiedzialne i narażało towarzyszy Chrisa na niebezpieczeństwo. W związku z tym mam nadzieję, że było to przekłamanie i jedyną osobą postępującą nieroztropnie był Bradley Cooper. I to tylko na ekranie. Zaskoczyła mnie również scena, w której Chris, podczas jednej z przepustek, tuli do piersi swoje niedawno narodzone dziecko. Nie chodzi mi o to, że jest to dziwne zachowanie ze strony stęsknionego ojca. Chodzi mi o to, że rolę dziecka w filmie odgrywała LALKA. Tak, w czasach kiedy nawet podrzędny syropek w telewizji reklamuje prawdziwy, mały człowiek, w wysokobudżetowym, amerykańskim filmie dziecko udaje lalka. Strasznie kiepsko to wyglądało.

snajper7

 

Po pojedynku

Opada kurz. Dokładnie tak jak opada ze mnie pamięć o Snajperze. Film był nudny, beznamiętny i trochę na siłę. Jedynym jego plusem jest to, że wspomina prawdziwego bohatera, jakim niewątpliwie był Chris Kyle i zapoznaje z jego postacią niewtajemniczonych ludzi. Dodatkowo, podczas projekcji, kilkukrotnie odnosiłam wrażenie, że mam deja vu. I już wiem dlaczego. Przypomniał mi się pewien film, który widzieliśmy z Gamoniem podczas pobytu w Londynie, czyli Wróg numer 1. Podobieństwo między obiema produkcjami jest uderzające. Oglądaliście?

Snajpera oceniam na

3g

 

~Zgaga

 

Czekając na… miliony dolarów

Snajper w ciągu pierwszych 5 dni wyświetlania w amerykańskich kinach, zarobił ponad 100 mln dolarów i ustanowił tym samym kilka rekordów. Wokół filmu opartego na prawdziwym dramacie, powołanego do życia przez Clinta Eastwooda, sporo było zamieszania. Dlatego wiedziałem, że muszę go obejrzeć. Moje zainteresowanie wzmogły dodatkowo jeszcze Oscarowe nominacje, w liczbie 6. Film zobaczyliśmy od razu kiedy tylko pojawiła się taka możliwość, by zdążyć przed ceremonią wręczenia statuetek. Wnioski po projekcji są takie, że nie wiem gdzie i po co się tak spieszyliśmy.

snajper3

Snajper z założenia miał być westernem w Iraku, ku chwale ojczyzny. Dlatego na łopoczące na wietrze amerykańskie flagi, nie zwracałem uwagi. Problem polegał na tym, że bardzo szybko w ogóle przestałem zwracać uwagę na sceny, które miały miejsce w Iraku. Było nudno i jakoś tak bez ikry. Jakbym widział urywki z Helikoptera w Ogniu, bez ognia. Miałem wrażenie, że poza pierwszą misją, reszta Snajpera mogłaby się w 100% odbywać w kraju, gdzie na bohatera czekała Sienna Miller, tzn. pani Kyle. Wtedy na ekranie pojawiały się emocje, a film na chwilę nabierał kolorów. Może był to zamierzony efekt, ale wcale nie poprawiało to odbioru całości. Wychodzi na to, że Clint zrobił amerykański film dla amerykanów, którego na szczęście amerykańska akademia filmowa nie doceniła. Ode mnie

Kamasutra jakości Gamonia 4

bo chociaż film jest przeciętny, to i tak był miłą odmianą po 50 Twarzach.

~Gamoń

Napisał Gamon