mieczemZa nami potwornie emocjonujący weekend. Część z Was wie, że razem ze Zgagą jesteśmy mocno zaangażowani w najlepszą i najstarszą kolekcjonerską grę karcianą Magic: The Gathering. Cały ostatni weekend spędziliśmy w grodzie Kraka, mierząc się z innymi graczami w pogoni za chwałą i sławą. I choć nie udało się sięgnąć po najważniejsze trofea, to jesteśmy zadowoleni z wypadu. Możemy trochę zwolnić tempo i wrócić do naszej codzienności. Co prawda tylko na tydzień, bo już w piątek jedziemy na Pyrkon, ale zawsze. Łapiąc oddech pomiędzy Krakowem, a Poznaniem, udało mi się stworzyć tekst o kontynuacji jednej z moich nastoletnich fascynacji – Starcaft 2. Dość długo toczyłem wewnętrzną walkę między zastraszającą ceną dwóch pierwszych części gry, a niezmierzoną chęcią poznania dalszych losów Kerrigan i Jima Reynoldsa. Ostatecznie, beta testy trzeciej odsłony Legacy of the Void i coraz przystępniejsza cena Heart of the Swarm i Wings of Liberty sprawiły, że uległem.

Starcraft 2 – gdzie Zergowie czapkami Protosów i Terran nakryły

Blizzard to jedna z dosłownie dwóch, może trzech firm, które nie popełniają słabych gier, a każda kolejna to perełka. Warcrafty, Starcraft, World of Warcraft, czy Diablo to tytuły, które zna każdy. Ja się na tych pozycjach wychowałem, pomijając jedynie WoWa, którego cały czas omijam szerokim łukiem. Nie dlatego, że mam coś przeciwko grze, a właśnie dlatego, że mam uzasadnione obawy, że mógłby mi się jeszcze spodobać, a wtedy biada mojemu życiu prywatnemu. Wystarczy już, że co i rusz zaglądam do Diablo III, by sprawdzić co się zmieniło i przebiec jeszcze jednego rifta, albo dziesięć. Skoncentrujmy się jednak na Starcraft 2, kontynuacji legendarnej strategii czasu rzeczywistego, w której to w odległej przyszłości ścierają się między sobą trzy frakcje: Ludzie, Zergowie i Protosi. Wszystko dzieje się na kilkunastu planetach w całym wszechświecie, gdzie trzy odmienne, nierozumiejące się rasy próbują koegzystować. Twórcy, z sobie tylko znanych przyczyn, postanowili rozbić swoje dzieło na trzy części, dawkując graczom emocje i historie, które skrywa warstwa fabularna. W pierwszej, Wings of Liberty, kierując buntownikami pod dowództwem Jima Reynoldsa, próbujemy stawić czoła tyranowi rządzącemu imperium ludzi oraz rozprzestrzeniającej się pladze Zergów. Dowodzi nimi porwana i przeobrażona niemal nie do poznania, była agentka Duch i miłość Jima – Kerrigan, zwana Królową Ostrzy. W drugiej, Heart of the Swarm, przejmujemy kontrole nad Zergami. Jako Kerrigan ruszamy na imperatora Mengska, jednocześnie coraz bardziej świadomi, że to wcale nie on musi być największym zagrożeniem dla wszechświata. Już niedługo światło dzienne ujrzy trzecia, prawdopodobnie ostatnia odsłona gry, czyli Legacy of the Void, gdzie jak łatwo się domyślić, staniemy po stronie Protosów. Nie wiadomo tylko do końca, z kim przyjdzie nam się mierzyć. Przyznaję, że jestem bardzo mocno zaintrygowany i doczekać się nie mogę.

SC2_2014_12_21_17_36_23_517

Kerrigan niemal jak Julia

Jako fan różnej maści RTSów (real time strategy – gatunek gier strategicznych), musiałem się chwilę zastanowić nad tym co sprawia, że jedne są lepsze od drugich. Dlaczego Red Alert, Command & Conquer, Age of Empires, czy Polanie podobały mi się bardziej niż świetni Preatorians, przyzwoite Star Wars: Empire at War, albo niezły Władca Pierścieni: Bitwa o Śródziemie. Spośród wielu drobnych czynników, takich jak zbalansowanie frakcji, ładna grafika, różnorodność jednostek, ciekawa mechanika, rozbudowany multiplayer, bogaty świat, wyważona sztuczna inteligencja komputera itd., które cechuje większość z tych gier, a Starcraft 2 już na pewno, udało mi się namierzyć czynnik najważniejszy. Fascynująca i dobrze opowiedziana historia. Przerywniki filmowe w Red Alert z Tanią, czy w C&C z Kanem, to powód, dla którego nawet i za 50 lat zapytany o moje ulubione pozycje z gatunku, wymienię właśnie te. Starcraft 2 również wyróżnia się właśnie pod tym względem. Blizzard to absolutni mistrzowie cutscenek, zobaczcie zresztą sami kilkuletnią już animację promującą Wings of Liberty:

Co takiego jest w tej historii, co sprawia że do mnie trafia? Odzierając tę opowieść ze skądinąd kapitalnej otoczki związanej z walką między rasami, okazuje się, że otrzymujemy jedno z najlepszych lovestory w historii gier komputerowych. Ani Romeo i Julia, ani Elizabeth Bennet i pan Darcy, ani nawet Han Solo i Lea nie musieli stawiać czoła takim przeciwnościom losu i poświęceniom, jak Kerrigan i Jim Reynolds. Układając wszystkie przerywniki filmowe w całej grze w jedną całość, otrzymujemy całkiem przyzwoity pełnometrażowy film. Nie tylko zresztą love story jest tutaj argumentem „za”. Cała historia jest spójna i wciągająca, koniec kropka. Starcraft 2 zachował większość dynamiki i mechaniki poprzedniczki, dlatego za wyjątkiem wspominanych przerywników, nie zobaczymy tu graficznych popisów. Nie znaczy to, że całość jest brzydka, co to, to nie. Blizzard by do tego nie dopuścił. W porównaniu do pierwszej części zaliczymy skok o całe lata świetlne, ale grafika po prostu nie jest tu priorytetem i czasem można dostrzec jakieś brzydkie kanty.

SC2_2014_12_21_17_40_42_476

 

Single player

W każdej kampanii przyjdzie nam wykonać ponad 25, coraz to trudniejszych misji, co wydaje się bardzo dużą ilością. Mnie jednak całość minęła jak z bicza strzelił. Na przejście obu, wydanych do tej pory fragmentów 2 części, potrzebowałem mniej więcej 30 godzin. Warto zaznaczyć, że grałem na „trudnym” poziomie, co okazało się wyzwaniem o tyle, że nie raz i nie dwa przyszło mi rozpoczynać misję od nowa, bo dałem ciała. Szczególnie finalne zadania dostarczyły mi pod tym względem sporo rozrywki. W zasadzie nie ma tu ani jednej, która nie opowiadałaby jakiejś historii, wszystko ma znaczenie i przybliża nas powoli do celu. Nie ma też szans by narzekać na monotonię, bo zadania są różnorodne i wymagające. Przyjdzie nam zapolować na konwój, ochraniać cywili, przeprowadzić szybką zbiórkę zasobów w niebezpiecznych warunkach, ścigać się przeciwnikiem na zasoby, testować nowe mutacje itd. Za każdym razem czekać też będą na nas wyzwania i misje dodatkowe, gdzie często będziemy musieli się nakombinować, mierząc z czasem, albo z zalewającymi nas hordami przeciwników. Pod tym względem całość dopracowana jest perfekcyjnie. Chociaż większość jednostek to wariacje tych dobrze nam znanych z pierwszej części gry, to nie sposób się nimi znudzić. Różnorodność i możliwość dodatkowych modyfikacji sprawiają, że przy drugim czy trzecim podejściu do trybu dla jednego gracza, możemy przyjąć zupełnie inny styl i drogę rozwoju. Te wszystkie wariacje nie pozbawiają na szczęście Starcrafta 2 tego, co najważniejsze. Rozwój bazy, jednostek, zbieranie zasobów, to tylko pierwsze kroki na drodze do wielu bitew!

SC2_2015_01_04_18_57_11_488

Multiplayer layer

Pierwsza odsłona Starcrafta zasłynęła przede wszystkim z możliwości gry sieciowej, która rozrosła się do gigantycznych rozmiarów, stając się drugą obok Counter-Strike’a najpopularniejszą grą esportową. W Korei osiągnęła wręcz status bliski religii. Zakładam, że druga część w dużym stopniu miała powtórzyć sukces jedynki. I wydaje mi się, że początkowo jej się to udało, ale błyskawicznie się zestarzała i przegrała z innymi pozycjami. I dlatego, mimo że na każdym esporotwym evencie nie może Starcrafta 2 zabraknąć, to niemal całe rozgrywki zdominowane są przez Azjatów. Ja sam daleki jestem od przejścia na wyższy poziom, a wszystkie moje podejścia do gry sieciowej kończyły się szybko i smutno. Dopiero przeczytanie kilku poradników pozwoliło mi stawić zacięty opór i pogryźć przeciwników po kostkach. Ba, udało mi się nawet wygrać, ale mam wrażenie, że gdzieś tam po drugiej stronie monitora siedział amator mnie podobny. Dlatego w mojej ocenie multiplayer nie był aż tak porywający. Sprawia, że na prawie idealnej grze pojawia się drobna rysa.

Z niecierpliwością czekam na część trzecią, Legacy of the Void, gdzie poznamy zwieńczenie całej opowieści. Starcraft 2 dostaje ode mnie 8gPora przyjrzeć się również kolejnej propozycji od Blizzarda, czyli Overwatch. Ciekawe jak potoczą się losy tej pozycji. Będzie kolejny hit, jak uważacie?

~Gamoń

SC2_2015_04_20_12_41_48_357

W Starcrafta, ani w jedynkę, ani dwójkę nie grałam, natomiast filmik promujący Wings of Liberty jest zdecydowanie efektowny. Historia miłosna, o której wspominał Gamoń jest mocno nietypowa, ale interesująca. Myślę, że dzięki tej grze byłabym w stanie przekonać się do niezbyt lubianych przeze mnie strategii. Tylko kiedy znaleźć na to czas, między jednym, drugim a trzecim wyjazdem lub realizacją naszych kolejnych pomysłów? W miniony łikend byliśmy w Krakowie, gdzie świetnie się bawiliśmy. W przyszły wybieramy się do Poznania na Pyrkon, co do którego mam jeszcze wyższe oczekiwania. Mam nadzieję, a wręcz jestem przekonana, że się nie zawiodę. 

~Zgaga

Napisał Gamon