lodkaDruga część naszej podróży również obfitowała w nieproszonych gości(pierwszą część można przeczytać tutaj). Parę dni po przyjeździe do Hurghady rozpoczęliśmy zwiedzanie – najpierw długo jechaliśmy klimatyzowanym, na szczęście, autokarem, przez pustynne pustkowia. Potem płynęliśmy fantastycznym, luksusowym statkiem z bardzo miłą obsługą – z którą, mimo ramadanu, udawało nam się załatwiać piwo spod lady, w cenie o połowę niższej niż ta z karty. Zabytki przeszły moje najśmielsze oczekiwania, lecz nie będę o nich pisać, bo o tym możecie poczytać w każdym przewodniku. Bardzo szkoda mi było kucharzy okrętowych, którzy codziennie gotowali dla nas, wydawali posiłki i patrzyli jak jemy, mimo że sami musieli pościć od świtu do nocy, a gotowali naprawdę pysznie. Ja, jak zawsze, jadłam mnóstwo, wzbudzając ich zainteresowanie i aprobatę, moim wilczym apetytem. Z samego rejsu najbardziej zapadły mi w pamięć trzy zdarzenia: Pewnego dnia siedzieliśmy z Gamoniem w naszej kajucie. On czytał książkę, a ja obserwowałam przez okno zajmujące całą ścianę kabiny, nieznane mi zabytki znajdujące się na przeciwległym brzegu rzeki. Zaczęłam je fotografować, niestety zdjęcia robione przez szybę były dość zamazane. Postanowiłam więc zlikwidować ten problem i otworzyć okno. To był błąd. Chwilę później do pomieszczenia z głośnym brzęczeniem wpadł gigantyczny, złoty chrabąszcz. Uciekłam pospiesznie schować się do łazienki i dałam Gamoniowi kapcia, żeby rozprawił się z intruzem. Po długiej walce wygrał.

One Dollar – wszystko za darmo.

A propos intruzów, już na początku naszej wizyty w kraju faraonów zorientowaliśmy się jak doskonałymi handlarzami są miejscowi. Nie sądziliśmy jednak, że aż tak zdeterminowanymi. Tuż po zameldowaniu się na statku i wstępnym rozgoszczeniu w kajucie, postanowiłam wyjrzeć przez okno, żeby ponapawać się widokiem i pooddychać świeżym powietrzem. Jakież było moje zdziwienie, kiedy wychyliłam się przez balustradę i usłyszałam głosy wołające do mnie – One dollar! Only one dollar! Prezent! Za darmo! Adam Małysz! Owe głosy jak się okazało dobiegały z maleńkiej, drewnianej łódki, doczepionej liną do naszego statku, na której znajdowało się 2 sprzedawców wszystkiego czego potrzebuje turysta, ale jeszcze o tym nie wie.

SAM_0360

Niektóre rejony wyglądały na naprawdę dziewicze.

Pewnej nocy poszliśmy z Gamoniem na górny pokład statku. Byliśmy tam prawie sami, rozparci na leżakach przy basenie sączyliśmy piwo, rozmawialiśmy i patrzyliśmy w niebo. Było to najpiękniejsze niebo jakie kiedykolwiek widziałam. Aksamitnie czarne, roziskrzone milionem gwiazd. Myślałam wtedy trochę o sensie życia oraz o śmierci. Brzeg z rzadka oświetlały, oddalone od siebie światła, samotnych domostw. Czuć było zapach odwiecznych wód życiodajnego Nilu, a twarze owiewał nam delikatny, kojąco chłodny wiatr. I wtedy zobaczyłam spadające gwiazdy. To była piękna chwila, której nigdy nie zapomnę.

Asuan – piekło na ziemi.

Długo płynęliśmy na wzdłuż Nilu, aż dotarliśmy do najdalej wysuniętego na południe miasta w Egipcie – Asuanu. Jest najcieplejszym miejscem tego kraju, w ciągu dnia temperatura często przekracza tam 50 stopni w cieniu. Nigdzie nie znajdzie się jednak termometrów, gdyż lokalne prawo mówi, że jak temperatura przekroczy określoną wartość, to można bezkarnie nie iść do pracy czy szkoły i pozostać w domu, co miejscowi mogliby wykorzystywać zbyt często. Po zejściu na ląd, naszą uwagę przykuł widok czołgów stojących na ulicach i zbrojnych z karabinami pod pachami. W całym kraju, a zwłaszcza na południu, panuje straszna bieda. Dzieci snuły się za naszą grupą niczym bezpańskie psy, licząc na bakszysz lub próbując sprzedać nam różne badziewie. Trzeba było cały czas uważać na kieszenie oraz zminimalizować ilość noszonej przy sobie gotówki. Właśnie zaczynał się ramadan, starałam się zatem zakrywać ramiona, głowę i nogi, nie tylko po to żeby osłonić je przed palącym słońcem, ale też nie chcąc szczuć golizną miejscowych. W tym czasie Muzułmanie muszą powstrzymać się od seksu, oddając swe myśli Bogu i czytają Koran, co skrzętnie robili nawet strażnicy w budkach. W Egipcie pełno jest także bezpańskich psów i kotów, z czego te pierwsze były w zauważalnie gorszej kondycji – wychudzone jak szkielety, głodne, oblezione przez paskudne insekty, najprawdopodobniej gzy i łaknące ludzkiego uczucia.

SAM_0352

Nasz pojazd był odrobinę większy niż konkurencji.

To właśnie w Asuanie nasza przewodniczka poinformowała grupę, że biuro odmawia wysłania nas do Kairu, ze względów bezpieczeństwa. Wiedziała również, od swoich znajomych mieszkających w Stolicy, że niebezpiecznie jest tylko w miejscach demonstracji, których to nasz program nie uwzględniał. Po wspólnych naradach, postanowiliśmy więc stworzyć oświadczenie o tym, że życzymy sobie kontynuowania wycieczki zgodnie z planem i odmawiamy przyjęcia świadczenia zastępczego, jakim miał być pobyt w 3 gwiazdkowym hotelu w Hurghadzie, bez wersji all inclusive. Podpisaliśmy odpowiednie papiery i biuro, nie wchodząc już w dyskusje, wysłało nas zgodnie z naszą decyzją, pociągiem do północnej części kraju, a mianowicie do Kairu.

~Zgaga

SAM_0335

Zdjęcie może nie najpiękniejsze, ale za to polecam przyjrzeć się naszej ulubionej egipskiej postaci po lewej stronie, a w zasadzie jej atrybutowi!

Ludzie wszędzie Ci sami.

Nie można zapomnieć, że Egipt nie jest w stu procentach krajem muzułmańskim. Nasz egipski przewodnik był koptem – chrześcijaninem. On nie musiał pościć w czasie Ramadanu, i co zaskoczyło mnie najbardziej jawnie grał na nosie kolegom innego wyznania. Jak widać ludzie wszędzie są tacy sami, co więcej telewizyjna nagonka na tak zwany kryzys w Egipcie była jawnie przerysowana. Po za kilkoma wąskimi epicentrami, między innymi w Kairze, ludzie nie byli w ogóle zainteresowani tym co się dzieję w ich własnym kraju. Niezależnie od wyznania chcieli jedynie żeby było bezpiecznie, żeby wrócili turyści, ustabilizowano dostawy benzyny – kilkukilometrowe kolejki do stacji benzynowych, a życie wróciło na normalne tory, a to kto w zasadzie jest u władzy było im absolutnie obojętne.

~Gamoń

 

 

Napisał Gamon