PrintOscary już dawno za nami, w końcu przez ostatni tydzień zdarzyło się multum innych ciekawych rzeczy. Powoli zapominamy o najsłynniejszym zdjęciu „selfie” w historii, a świeże premiery kinowe, walczące o kolejne nagrody na światowych festiwalach, wchodzą do kin. Chcieliśmy się już wcześniej odnieść ze Zgagą do rozdanych przez Amerykańską Akademię Filmową statuetek, ale nie wypadało tego robić bez obejrzenia większości nominowanych. W tym głównego zwycięzcy całej tej imprezy, czyli 12 Years a slave – Zniewolony. Do nadrobienia została nam już tylko Grawitacja, którą obiecałem sobie obejrzeć dopiero w warunkach pozwalających ocenić prawdziwą wartość tego filmu, czyli w 3D. Skupmy się jednak na tym, co mieliśmy możliwość zobaczyć.

 At first you had my curiosity, but now you have my attention”

selfie1

Jest Jared, jest Kevin, jest Brad. Gdzie jest Leo?

 Zanim na warsztat pójdzie film, który stał się laureatem najważniejszego „złotego pana bez twarzy”, parę słów o pozostałych nagrodach. Obyło się bez większych niespodzianek, bez oglądania, wiadomy był sukces filmu Alfonso Cuarona. Nikt bowiem, nawet nie zbliżył się jakością efektów specjalnych, do Grawitacji. Podobnie było wśród pozostałych kategorii. Brak było wyraźnej, zażartej rywalizacji i tak pewniakiem był, o czym już pisałem, Spike Jonze, Jared Leto czy Wielkie Piękno . Jedynym smaczkiem, wokół którego powstała medialna burza, było kolejne, nieudane oscarowe podejście, Leonardo DiCaprio. Aktor, któremu jakoś nigdy wcześniej nie udało się zyskać mojej sympatii, choć zagrał i to bardzo dobrze, już w wielu filmach, takich jak chociażby Incepcja, Wielki Gatsby, Gangi Nowego Jorku czy wreszcie wielbiony przez mnie Django, to zawsze był Jackiem Dawsonem z Titanica. Dzięki tej całej otoczce związanej z jego kolejną nominacją, setką internetowych memów i publikacji, przekonał mnie do siebie. Oczywiście, wpływ na zmianę mojego postrzegania mogła mieć również scena, w czasie której „wsiadał” do samochodu, w Wilku z Wall Street. Zatem, mimo iż statuetki nie dostał, to zyskał moją sympatię, a skoro zadziałało to w moim trudnym przypadku, to parę innych osób też mogło się przekonać.

 Trochę za długi, ale mimo to zgrabny.

zniew1

Dwie godziny i trzynaście minut opowieści opartej na faktach, spisanych własnoręcznie przez Solomona Northupa, którego w filmie gra Chiwetel Ejiofora, to trochę za długo. Owszem, film jako całość z pewnością by stracił, gdyby zniknęły z niego dobrze nakręcone, przewlekłe sceny rysujących się na twarzy głównego bohatera emocji, niczym w Dragon Ballu przed pojedynkiem rysunkowych postaci. Nie chciałbym również, by zniknęły z niego świetnie wkomponowane zdjęcia niesamowitych plenerów, które również nadały wartość produkcji. Swoją drogą, strasznie spodobała mi się tamtejsza roślinność. I piszę to całkowicie poważnie, bo to właśnie dzięki powyższym obrazom, film wywołał emocje, dzięki którym zasłużył sobie na nagrody. Kilka scen, jak choćby „chyba seks” z samego początku, można by było jednak usunąć i zyskać te trzy minuty na rzecz cierpliwości widza. Właściwie jedynym moim zarzutem do tego filmu jest jego długość. Po obejrzeniu byłem po prostu zmęczony i to wcale nie tematyką.Bardzo możliwe, że na mój odbiór wpłynął fakt oglądania filmu już po otrzymaniu przez niego statuetki, a wiadomo, że wtedy oczekiwania rosną. Poza tym, jak najbardziej podzielam decyzję amerykańskiej akademii, gdyż spośród nominowanych był to zdecydowany numer jeden. Natomiast nie rozumiem dlaczego za najlepszą rolę drugoplanową, nagrodę otrzymała Lupita Nyong’o. Owszem, nie mam jej nic do zarzucenia i z pewnością nie przyznałbym statuetki Jennifer Lawrence za American Hustle czy June Squibb, za Nebraskę. Jednak zdecydowanie bardziej, moim zdaniem, zasłużyła na nią Julia Roberts. Chyba, że jury oceniało kreację na gali wtedy błękitna sukienka i Lupita wygrywa. Bardzo dobrze odebrałem epizodyczną rolę Brada Pitta, choć sposób akcentowania przez niego wyrazów przypominał mi Bękarty Wojny i kultowe już „Arrivederci”. Skoro już o aktorach mowa, to nie można zapomnieć o głównym konkurencie Jareda Leto do Oscara za męską rolę drugoplanową, a mianowicie Michaelu Fassbenderze. Surowy, nie do końca zrównoważony i targany namiętnościami „pan” został odegrany tak, jak na niego przystało, czyli wzorowo. Sęk jednak w tym, że poza tę wzorowość nie wyszedł i prawdopodobnie dlatego statuetka powędrowała w inne ręce.

 „Run nigger run”

zniew2

 Wracając do samego filmu. Zniewolony jest opowieścią o niesprawiedliwym cierpieniu i narastającej rozpaczy wolnego człowieka, który został porwany i sprowadzany do roli niewolnika na plantacjach bawełny, przez tytułowe dwanaście lat. Twórcy Głodu i Wstydu, doskonale połączyli wyraźne, krwawe, brudne sceny, pokazujące ślady batów na plecach niewolnicy, z obrazami w których widz sam musiał sobie wiele dopowiedzieć, na podstawie poszlak i emocji wypisanych na twarzach bohaterów. Film momentami trudny, ale warty obejrzenia. Najbardziej zapadła mi w pamięć scena z przyśpiewką wykonywaną przez jednego ze strażników. Kazał niewolnikom akompaniować sobie klaskaniem, a w jego śpiew wpleciono sceny czytania Biblii, przez grającego obecnie chyba we wszystkim, w czym tylko się da, Benedicta Cumberbatch….. „Run nigger run

 Zasłużone 8/10 warto. ~Gamoń

Benedict_Cumberbatch_filming_Sherlock_cropped

Boję się już otwierać lodówkę…

Odnosząc się do Leonardo DiCaprio – odkąd obejrzałam Co gryzie Gilberta Grape’a, w którym grał upośledzonego umysłowo chłopca, nie mam wątpliwości co do jego zdolności aktorskich. Wilk z Wallstreet, po raz kolejny utwierdził mnie w przekonaniu, że Leo jest mistrzem w swoim fachu. Przykro mi, że znowu nie dostał statuetki, ale wierzę że kiedyś się jej doczeka. Co do Zniewolonego. Film, jak już Gamoń wspomniał, jest za długi przynajmniej o pół godziny. To co mi się w nim podobało to fantastyczne widoki, miejscowa roślinność, dobra gra aktorska. Bardziej przypominał mi film dokumentalny, niż fabularny. Sceny dręczenia niewolników były zrobione tak realistycznie, że chwilami musiałam odwracać wzrok od ekranu. Zniewolony to ciężki film, skłaniający do refleksji nad tym jak okrutny może być człowiek, kiedy tylko nadarzy się okazja. Odnoszę wrażenie, że Lupita Nyong’o dostała Oscara nie ze względu na swoje umiejętności aktorskie, którymi nie musiała się jakoś szczególnie wykazać, ale przez charakter odgrywanej przez nią roli – bitej, poniżanej, wykorzystywanej, pragnącej swojej śmierci Patsey. Dziwi mnie, że doceniono właśnie ją. Film nie zachwycił mnie, fabuła nie porwała, ale też nie było źle.

6/10  ~Zgaga

Napisał Gamon
  • Patrycja Mucha

    Tak! Ja też byłam za Oscarem dla Julii Roberts. I powiem brzydko (ale tym, wydaje mi się, nieraz kieruje się Akademia), skoro trzech czarnych było nominowanych, to któryś musiał dostać nagrodę. Po prostu jest to poprawne politycznie i w dużej mierze dlatego też „Zniewolony” dostał nagrodę – bo przepracowuje amerykańską historię i w ten sposób Akademia pokazuje „mamy do siebie dystans” i dlatego tą decyzją wygrywa. Tacy są super. Ogólnie film dobry, ale do „Wstydu” mu daleko, niestety.